poniedziałek, 21 kwietnia 2014

8

Przez kolejny tydzień praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Jedynymi osobami, z którymi rozmawiałam była Marika i moja matka. Dużo myślałam o wszystkim, czułam się jak zniszczony śmieć. Nienawidziłam człowieka, jednocześnie nadal go kochając. Ale trudno, trzeba żyć dalej, bez względu na to co miało miejsce. Przez to wszystko Marika prawie wgl nie mówiła o koncercie, miałam wyrzuty sumienia, że zabieram jej tą radość, dlatego postanowiłam, ze koniec z użalaniem się nad sobą i trzeba rozpocząć wielkie przygotowania. Czułam się bezpiecznie, ponieważ Michał siedział w areszcie, mężczyzna, którego zaatakował przeżył, jednak i tak mogliby postawić mu zarzut usiłowania zabójstwa. Jedno było pewne, do rozprawy na pewno posiedzi. Nie wiem jakim cudem, ale mojemu ojcu udało się znaleźć Marcina, spotkałam go na przesłuchaniu. Boże, dlaczego ja wcześniej nie zauważyłam tych jego pięknych niebieskich oczu? Wyglądał jak facet z okładki playboya. Czar prysł kiedy zorientowałam się jak wyglądam ja: leginsy, jakaś bluza i trampki, do tego brak makijażu i związane włosy w nieogarniętego koka. Ale jednak lepsze to niż kiedy zobaczył mnie za pierwszym razem, rozmazaną i całą roztrzęsioną. Nie sądziłam, że zwróci na mnie uwagę, dopóki nie podszedł i nie zapytał się jak się czuję. Głupia ja, to przecież jasne, że zrobił to z grzeczności, w końcu poniekąd uratował mi życie. Chwilę rozmawialiśmy a następnie rozpoczęło się moje przesłuchanie. Strasznie mnie wymęczyli, musiałam im opowiedzieć o każdym szczególe mojego związku z Michałem. Musieli sprawdzić, czy już wcześniej nie miał zaburzeń psychicznych. Traktowali go jak jakiegoś debila, który ma problemy z psychiką i jedyne czego pragnie to dźgnąć kogoś nożem. Nie mogłam tego znieść. Ja go znałam! Oni nic o nim nie wiedzieli! Nie potrafili wyobrazić sobie tego jak bardzo niszczyliśmy się nawzajem tkwiąc w bezsensownym związku. Tak wiem, bronię go, ale wiem też, że gdyby nie te pierdolone narkotyki, nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Może to i wygląda jak moja bezsilna próba  wytłumaczenia jego za wszelką cenę, jakbym chciała zaspokoić swoje sumienie i oszukiwała się, ale naprawdę nie wierzyłam, że Michał mógłby to zrobić z premedytacją. Mój ojciec musiał wyjść załatwiać jakieś tam swoje sprawy, więc do domu miałam wracać sama, ale kiedy skończyłam przesłuchanie na schodach przed posterunkiem zobaczyłam Marcina. Podeszłam do niego i rzuciłam lekki uśmiech"Nadal tutaj jesteś? Przecież Twoje przesłuchanie skończyło się godzinę temu." No właśnie długo kazałaś na siebie czekać! Bo ja.. Pójdziesz ze mną na kawę?" Był słodki, jednak z jednej strony chciałam z nim pójść, ale z drugiej nie chciałam pakować się w jakieś nowe znajomości. Potrzebowałam przyjaciół, których znam. "Jestem zmęczona i jedyne o czym marzę to sen. Ale jeszcze raz dziękuję Ci za pomoc, gdyby nie Ty nie wiem jakby się to skończyło." Byłam mu naprawdę wdzięczna, a on udawał skromnego. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, kiedy odprowadzał mnie do auta. Rzucił ten w moim kierunku cudowny uśmiech a ja odjechałam. Po powrocie do domu, bez słowa poszłam na górę, wpadłam pod koc i zasnęłam. Przebudziłam się wczesnym wieczorem i wiedząc, że prędko nie zasnę postanowiłam wyciągnąć Marikę na piwo. Wzięłam do ręki telefon a na ekranie widniał SMS "Nie chcę się narzucać, ale moim marzeniem byłoby pójść z Tobą na tą kawę. Miłego wieczoru piękna :*". Wiedziałam, że to Marcin tylko skąd on miał mój numer?! Zadzwoniłam do przyjaciółki i godzinę później siedziałyśmy w barze i planowałyśmy wyjazd do Łodzi. Chciałyśmy trochę zaszaleć i pokazać im jak się bawi Wrocław, więc postanowiłyśmy, że po koncercie zostaniemy tam jeszcze dwa dni. Może to pozwoli mi się trochę rozluźnić i chociaż na chwilę zapomnieć, bo mimo tego, że byłam z Mariką, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się to gdzieś tam w mojej głowie był Michał. Mimo wszystko martwiłam się o niego i o to jak tam sobie radzi. Tak wiem, byłam za dobra, ale zawsze szybko wybaczałam ludziom, bo wierzyłam, że każdy zasługuje na drugą szansę. W końcu ja też mogę jej kiedyś potrzebować. Spotkałyśmy znajomych z naszej ekipy, okazało się, że nawet w dużym miecie plotki szybko się niosą. Każdy chciał wiedzieć, co się naprawdę stało, w ciągu 10 minut usłyszałam z 3 wersje tego fatalnego wieczoru. Opowiedziałam im mniej więcej o co chodziło i co się dzieje z Michałem, ale nie chciałam dłużej drążyć tematu, a moi znajomi na szczęście to zauważyli i przestali się dopytywać. Życie toczy się dalej, z nim czy bez niego poradzę sobie, doskonale o tym wiedziałam.
_________________________________________________________________________________
"Kurwa mać! Nie wierzę, że za kilkanaście godzin spełni się największe marzenie mojego życia! Tak bardzo chciałam poczuć zapach jego perfum, w końcu go dotknę!" No tak stało się, jedziemy na koncert Justina Bieber'a. Godzina 6:00 rano, a ja stoję na dworcu, paląc szluga i patrzę na Marikę. Nie wierzę, że o tej godzinie, gdzie moje powieki ledwo co podnoszą się ku górze ona ma w sobie tyle energii! Po raz setny w ciągu tych dwóch tygodni słyszałam gadania o zapachu jego perfum i jak to się nie spełni największe marzenie jej życia. Podróż minęła spokojnie, Marika przypominała sobie teksty piosenek, zachowywała się jak opętana, a ja próbowałam zasnąć, ale nie bardzo mi to wychodziło. 4 godzinki i byłyśmy w Łodzi. Jeden wielki tłok i zamieszanie! Naprawdę cieszyłam się w duchu, że mamy jakieś tam te bilety VIP i nie musimy się pchać z tym tłumem. Nienawidziłam takich zbiorowisk. Zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do hotelu, który załatwił nam mój ojciec. Pod nim znajdowało się mnóstwo ludzi, krzyczących, śpiewających i w ogóle. Nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi, po czym, kiedy się meldowałyśmy okazało się, że w tym samym hotelu, piętro wyżej ma mieszkać Justin. Tak, ten Justin Bieber. Wow, tatuś się szarpnął. Myślałam, że Marika odpłynie z radości, jednak moją jedyną myślą było "ja pierdolę, no to odpoczęłam". Pokój był naprawdę śliczny, jednak Ci ludzie pod hotelem uniemożliwiali mi chociażby otworzenie okna. Miałyśmy sporo czasu, więc zamówiłyśmy sobie jedzenie, włączyłyśmy muzykę i jak małe dzieci tańczyłyśmy i śpiewałyśmy. Obiecałyśmy sobie, że mimo tego, że nie jest to jakaś Hiszpania, tylko Łódź, będzie to najlepszy wyjazd ever i będziemy miały co wspominać. Zjadłyśmy i zaczęłyśmy się ogarniać. Szybki prysznic i kiedy kończyłam układać włosy usłyszałam straszny krzyk, wyszłam na balkon. No tak, gwiazda przyjechała. Fanki szalały, niektóre z nich nawet mdlały. Justin wyszedł z samochodu i zakładając kaptur szybko wbiegł do środka hotelu. Marika chciała wybiec mu naprzeciw, ale na szczęście ją powstrzymałam, tłumacząc, że mogą nas wyrzucić z hotelu za nękanie a ja nie mam zamiaru spać na tym obskurnym dworcu. No to zaczynamy. Wchodząc na Atlas Arenę było jeszcze gorzej niż pod hotelem. W życiu nie widziałam takiego zbiorowiska, płacz, krzyk, matki z dziećmi, zdenerwowani tatusiowie modlący się żeby było już po wszystkim i do tego zblazowani dziennikarze czekający na jego potknięcie.  Zastanawiałam się czy dla tych nastolatek ważne jest to czy Justin będzie śpiewał, czy mógłby po prostu stać przez 2 godziny na scenie, w samych majtkach a one przez cały ten czas skakałyby z radości? Dobra opcja, bo w sumie ciało to on miał niczego sobie. Starałam się je zrozumieć, ale nie umiałam. Ok, mogę zrozumieć kilka Belibers cieszących się z widoku swojego idola, szczególnie, że jedna szła obok mnie z szeroko otwartymi oczami, jakby nie chciała przegapić żadnego szczegółu tego koncertu. Zaraz, czy ona w ogóle mrugała? Zajęłyśmy miejsca, a ja przysięgłam sobie, że za wszelką cenę będę się dobrze bawić. No i zaczęło się. Jeden wielki pisk fanów i pojawił się, wlatując na skrzydłach niczym anioł z nieba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz