wtorek, 29 kwietnia 2014

10

"Śledzisz mnie?" zapytałam z wrednym uśmieszkiem. Po minie Justina widziałam, że coś jest nie tak. Taa, jak nie Marika to ja, przecież mówiłam do niego po polsku. Powtórzyłam to samo tylko już po angielsku, a na jego twarzy pojawiło się zawstydzenie. "Nie, ja tylko chciałem się przejść i pomyśleć, ale skoro już jesteśmy tu oboje to mogę się przyłączyć?". Był słodki jak to mówił, więc się zgodziłam.
Całkiem fajnie nam się rozmawiało, mówił o wszystkim, ale najwięcej o muzyce i o rodzinie. Widać było, że jest to dla niego najważniejsze. Zbyt szybko oceniłam tego człowieka, ale w sumie jak miałam postąpić? Media przedstawiają go w okropny sposób i pokazują jego najgorsze życiowe sytuacje. Jednak on był inny, przynajmniej tak mi się wydawało. Szybko znaleźliśmy wspólny język i po raz pierwszy od bardzo dawna rozmawiałam z kimś tak bardzo szczerze. Chciał wiedzieć o mnie wszystko, więc mu to opowiedziałam, nawet o Michale. Był w lekkim szoku i powiedział, że nie zasługuję na to, aby ktokolwiek mnie w ten sposób traktował i w końcu powinnam uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Niby zwykłe słowa, można powiedzieć, że banalne, jednak w tamtej chwili zrozumiałam, że przez cały ten czas zaślepiała mnie miłość do niego. Po tych trudnych dla nas obojga tematach, Justin postanowił rozładować napięcie. "Słuchaj, myślałem dzisiaj o tym co powiedziałaś..". Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi, dopóki nie wstał: 
"Naprawdę jest aż tak źle?". Powiedział to z tak poważną miną, że wahałam się czy on aby na pewno  żartuje, jednak po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem. Siedzieliśmy, wygłupialiśmy się, Justin nawet próbował zmusić mnie do tego abym zaśpiewała trzymając mnie nad basenem, jednak się nie dałam. Czułam się cudownie w jego towarzystwie, dziwne, że znałam go zaledwie kilka godzin, a dawał mi takie poczucie bezpieczeństwa. Co jakiś czas Justin chodził do baru po drinki, więc oboje mieliśmy już dobrze w głowie i zachowaliśmy się jak małe dzieci bawiąc się w berka. Dobrze, że nikt tego nie widział. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest sen, a ja po prostu śpię sobie słodko w hotelowym łóżku, jeszcze mocniej zaczęłam nad tym rozmyślać kiedy spojrzałam w bok, gdzie stał Justin w samych bokserkach. Po czym poznałam, że to nie sen? Po tym jak wrzucił mnie w ciuchach do zimnej wody w basenie! No super, kolejny nowo poznany koleś widzi mnie w spływającym makijażu. Byłam w szoku, natomiast Justin miał niezły ubaw: "Przepraszam, że wrzuciłem Cię w ubraniu,ale z uwagą na Twoje wcześniejsze zachowanie wobec mnie, nie mogę pozwolić sobie na dokończenie trasy z podbitym okiem. Ale jeśli chcesz to zawsze możesz się rozebrać." Na początku byłam strasznie wkurzona, ale alkohol rozpływający się w mojej krwi, spowodował, że szybko mi przeszło i zaczęliśmy się świetnie bawić.
Czułam, że jest mi coraz bardziej zimno, więc wyszliśmy z wody. Moje ubrania były całe mokre, nie chcąc się przeziębić rozebrałam się do stanika i majtek, a Justin przykrył mnie swoją bluzą. Usiedliśmy na leżakach, wzięliśmy drinki i kontynuowaliśmy nasze rozmowy. Wierzyłam w każde jego słowo, nawet wtedy, gdy powiedział, że spotyka tysiące ciekawych ludzi, wartych uwagi dziewczyn, ale nie sądził, że dopiero w Polsce spotka kogoś, przed kim tak bardzo się otworzy. Nie chciałam, aby te chwile się skończyły, ale w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że za oknem wschodzi słońce, spojrzałam na zegarek, na którym była 5:00. Tak dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, że nawet nie zwracaliśmy uwagi na mijający czas. Postanowiliśmy wrócić do pokoi, nim ktoś się zorientuje, że nie było nas całą noc. Justin chciał żebyśmy utrzymywali jeszcze kontakt i poprosił mnie o numer telefonu. Pocałował mnie w policzek i odszedł, a ja poczułam w sobie dziwny smutek. Weszłam do pokoju, wzięłam szybki prysznic i nie mogąc zasnąć jak zwykle zaczęłam myśleć. Wiedziałam, że nie radzę sobie z życiem. Czasem mam wrażenie, że jestem jak takie małe dziecko, które nie wie co, gdzie i kiedy. Potrzebuje kogoś, kto będzie zawsze mi pomagał i wspierał, będzie dodawał otuchy i uczył, jeśli czegoś nie będę umieć, nawet po milion razy, aż zrozumiem. Potrzebuje kogoś, kto będzie się mną opiekował. Czasem mam wrażenie, że nie nadaję się do tego świata. Gdzie znajdę takiego człowieka? Przecież każdy, kto by poznał mnie z tej strony przestraszonej dziewczyny bojącej się żyć, powiedziałby zaledwie " weź się ogarnij, nie przesadzaj". Czuję się bezradna, bezużyteczna, bezskuteczna. Chore jest bać się wszystkiego, bać się życia. Potrzebuje kogoś, kto mnie zrozumie. Kogoś wyjątkowego. Kogoś, przy kim będzie mi się chciało żyć. Czy właśnie tą osobą miał być on? Nie, przecież to Justin Bieber,  dobra, poznaliśmy się, spędziliśmy razem fajnie czas, ale on wyjedzie, to nigdy się już nie powtórzy, nawet gdybyśmy mieli utrzymywać kontakt. On będzie gdzieś tam, w świecie, ja we Wrocławiu, to nie ma sensu. Nie mogłam odpędzić od siebie myśli, że to coś wyjątkowego, że tak szybko nie skończy się nasza wspólna przygoda. Miałam nadzieję, że kiedy się obudzę całe to zajaranie jego osobą minie. Kiedy w końcu udało mi się zasnąć, nie potrwało to długo, ponieważ obudziła mnie Marika rozwalająca cały pokój w poszukiwaniu wody. Kiedy opowiadałam jej wydarzenia ostatniej nocy, nie wiedziałam czy jest szczęśliwa, czy bardziej chce mnie zabić. "Dobra, może i spędziłaś z moim Justinem noc, ale kiedy wrócimy do Wrocławia, ja nadal będę pałać do niego platoniczną miłością i śledzić każdy jego krok, a Ty będziesz mnie za to opierdalać i sprowadzać na ziemię. Zrozumiałaś?" Obie zaczęłyśmy się śmiać, jednocześnie wiedząc, że przecież nic nie będzie już takie jak wcześniej.. Kiedy Marika brała prysznic dostałam wiadomość od Justina, że może pozwolić sobie na zostanie w Polsce jeszcze przez kilka dni i ma nadzieję, że będę mu w tym towarzyszyć. Jedno wiedziałam na pewno, te kilka dni minie i nie mogę pozwolić sobie na wkręcenie się, nie chcę znowu cierpieć. Miałam zamiar trzymać się tego postanowienia i za wszelką cenę nie dać mu pozwolenia na zbliżenie się do mnie.

wtorek, 22 kwietnia 2014

9

No dobra, muszę przyznać, że Justin na żywo wyglądał świetnie. Szczególnie w białym garniturze. Marika szalała a ja nie wiedząc czemu, nie mogłam przestać się uśmiechać. Bieber, wykreowany przez media na chama i rozkapryszonego gówniarza na scenie był słodki niczym syrop klonowy, nieśmiały a zarazem seksowny. Podobało mi się to, chociaż jego show było wyreżyserowane od A do Z i nie było tam miejsca na odrobinę improwizacji czy przypadku. Strasznie podobał mi się taniec i jego ruchy, wręcz nie mogłam oderwać wzroku i tak jak wcześniej Marika tym razem ja w pewnym momencie przestałam mrugać. Tłumy szalały a w środku było chyba z 40 stopni, nie dziwię się, że dziewczyny pod sceną mdlały. Mimo tego co mówili o Justinie nie można było odmówić mu talentu, fortepian, gitara, perkusja, wokal i do tego taniec, to wszystko miało w sobie to coś, co przyciąga. Najbardziej rozśmieszyła mnie dziewczyna, która wdrapała się na scenę. No, ale czego się nie robi żeby dotknąć swojego idola? W zasadzie to i tak go nie dotknęła, ale dzięki temu ją zapamięta. Widowisko było naprawdę na bardzo wysokim poziomie i nawet jak dla kogoś, kto nie jest wielkim fanem Justina jest czymś, na co warto zwrócić uwagę. Kiedy z Mariką bawiłyśmy się w najlepsze poczułam lekkie szarpnięcie za ramię. Przez ostatnie wydarzenia od razu odskoczyłam, ale całe szczęście osobą, która to zrobiła okazała się wysoka kobieta z miłym wyrazem twarzy. Zaczęła mówić do mnie po angielsku, w tym momencie wiedziałam, że warto było męczyć się na dodatkowych lekcjach, aby cokolwiek zrozumieć. Chwilę potem padło pytanie "Do you want to be one less lonely girl?", Marika zaczęła piszczeć, ja też się lekko zatrzęsłam. Chyba jako jedyna dziewczyna na świecie w tym momencie się zawahałam, decyzję podjęłam po tym jak zobaczyłam, że dziewczyna przede mną zaczęła strasznie płakać. Widocznie usłyszała pytanie, które zostało zadane w moją stronę. Zrobiło mi się jej strasznie szkoda i powiedziałam kobiecie, która czekała na moją odpowiedź, aby wybrała właśnie ją. Marika uderzyła mnie w ramię i powiedziała, że jestem idiotką, ale ja czułam, że postąpiłam  dobrze. Ta dziewczyna pragnęła tego bardziej niż ja, a poza tym wiedziałam, że przecież spotkamy się z nim na M&G. Zdziwiona kobieta odeszła od mnie i podeszła do tamtej dziewczyny, która popatrzyła na mnie, a z jej ust wydobył się krzyk "DZIĘKUJĘ!" co spowodowało ogromny uśmiech na mojej twarzy. Kilka minut później znajdowała się ona na scenie, w objęciach Justina, była piękna i taka szczęśliwa. Tak, wiedziałam, że to mogłam być ja, szczególnie kiedy Marika patrzyła się na mnie z taką pogardą, co wyjątkowo mnie rozśmieszało. Może i bywałam wredna i nieczuła, ale patrząc na tą dziewczynę ani przez chwilę nie miałam wyrzutów sumienia ani  też myśli, że postąpiłam źle. Po tej akcji reszta koncertu przebiegała tak jak do tej pory. Tańczyłam, śmiałam się i ogarniałam ruchy Justina. Pod koniec koncertu Marika podała mi białe serduszko, po czym okazało się, że Belibers zorganizowały taką akcję, że zgromadzeni na płycie podnosili do góry czerwone serduszka, a Ci na górze białe. No nie powiem, bo pięknie nam to wyszło i nawet trochę się wzruszyłam kiedy zobaczyłam minę Justina. Stał i po prostu się słodko się uśmiechał, nie spodziewał się, że fani też mogą go zaskoczyć. Jeszcze dwie piosenki i skończyło się, czar prysł. Marika zaczęła płakać, a to było coś, bo ona rzadko kiedy odważyła się płakać. Wiedziałam, że to łzy szczęścia, marzenie, które się spełniło. Co ten chłopak w sobie miał, że wzbudzał w ludziach takie emocje? Zastanawiając się wtedy nad tym nie sądziłam, że niedługo się o tym przekonam. Wraz z tłumem udałyśmy się do wejścia, gdzie miałyśmy zrobić sobie zdjęcie z Justinem. Trzymając Marikę za rękę czułam jak się trzęsie, chociaż starała się to ukryć. W końcu naszym oczom ukazał się on. Wyglądał świetnie i z tego co zdążyłam zauważyć był w bardzo dobrym humorze, przytulał fanki, mówił im, że są piękne.Najbardziej urzekła mnie mała dziewczynka, nie była ona z polski, ale podeszła do Justina i zadała mu kilka pytań, a ostatnim było czy weźmie z nią ślub. To był naprawdę słodki widok.






W końcu przyszła kolej na nas. Jednak zanim pozwolono nam podejść do Justina zjawiła się przy nim kobieta, która podeszła do mnie w trakcie koncertu. Powiedziała coś do niego i wskazała na mnie. "No pięknie", pomyślałam podchodząc do niego powoli. Marika od razu go przytuliła i w zasadzie to nie chciała puścić, paplała coś bez sensu na co Justin się uśmiechał trzymając ją za rękę. Chwilę potem odwrócił się do mnie, spojrzał swoimi dużymi oczami prosto w moje i chyba wtedy zrozumiałam dlaczego Marika ciągle mówiła o zapachu jego perfum, były piękne. W końcu się odezwał "Dlaczego tak piękna dziewczyna nie chciała zostać moją OLLG? Czuję się zawiedziony." Uśmiechnęłam się i opowiedziałam, że moja zastępczymi była równie piękna oraz bardziej potrzebowała spotkania z nim. "To dlaczego więc przyszłaś na mój koncert skoro nie chciałaś się ze mną spotkać?", o proszę, bycie wrednym i słodkim jednocześnie doskonale mu wychodziło, ale przecież ja też tak potrafię. "Nie mogłam znieść ciągłego chwalenie Ciebie przez moją przyjaciółkę, dlatego postanowiłam sama sprawdzić, czy aby na pewno jesteś taki super." Ha! "I co? Zawiodłaś się?". Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć, ale kiedy zauważyłam, że trochę za długo się nie odzywam palnęłam "Nie, dopóki nie podniosłeś koszulki.". Kurwa, zawstydziłam Justina Biebera, przez co sama zaczęłam się rumienić. "Heh, słodka jesteś." rzucił uśmiechając się i nagle między nami pojawił się postawny ochroniarz, przypominając, że inni też czekają, więc zabraliśmy się za robienie zdjęć. Justin zapytał czy może sobie zrobić ze mną zdjęcie swoim telefonem, żeby zapamiętać tak wredną istotę jak ja. Zrobiliśmy więc szybkie zdjęcie i musiałyśmy pójść, czułam jak odprowadza mnie wzrokiem. " Jak ja Cię dziewczyno nie ogarniam! Justin Bieber, tak ten Justin, o którym marzę dniami i nocami podrywa Cię a Ty tak po prostu go zlewasz i do tego jesteś niemiła?! Całkiem Ci się debilko w głowie poprzestawiało?! Ja na Twoim miejscu już bym się mu oświadczyła!". No tak, mogłam się spodziewać niezłego ochrzanu od Mariki. Ale kiedy tylko zaczęłam się śmiać cała złość na mnie jej przeszła, chociaż nadal uważała, że jestem głupia. No sory, ale ja go traktowałam jak normalnego kolesia, który spełnia swoje marzenia, bo jest mega utalentowany, a nie jak jakiegoś Boga, od którego dotyku od razu mdleję a na jego widok dostaję palpitacji. Źle trafił, nie moja wina. Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że jest jeszcze nawet wczesna pora, więc poszłyśmy szukać jakiegoś baru. Ten, który wybrałyśmy okazał się całkiem fajny i co najważniejsze niedaleko hotelu. Spotkałyśmy tam dużo Belibers, więc Marika była w swoim żywiole no i ze szczęścia przesadziła tak troszeczkę z alkoholem. Troszeczkę w jej wykonaniu oznaczało, że prawnie niosłam ją do hotelu. No i na nasze nieszczęście, w sumie to bardziej na nieszczęście Mariki, jej miłość życia, bóg seksu i bożyszcz nastolatek na całym świecie zobaczył ją w takim stanie, kiedy wsiadałyśmy do windy. Justin akurat wracał z kolacji, Marika krzyczała, że weźmie z nim ślub i będzie matką jego dzieci a próbując ją uspokoić prawie udusiłam się ze śmiechu. Dobrze, że on nic z tego nie zrozumiał, a ja nawet nie miałam zamiaru przypominać jej żeby włączyła tryb języka angielskiego. Justin patrzył się na mnie i się uśmiechał. Próbowałam rozgryźć czy on się z nas nabija, czy po prostu chce być miły, albo po prostu suszy zęby po kolacji. Kiedy w końcu trafiłyśmy do pokoju, poszłam do łazienki, umyłam zęby, związałam włosy i przebrałam się w dres. Znowu usłyszałam pisk Mariki, jeju, że ona miała jeszcze siłę krzyczeć. Nawet nie musiałam pytać co się stało, ponieważ od razu podbiegła do mnie z telefonem i pokazała mi wpis, który Justin umieścił na Twitterze zaraz pod naszym wspólnym zdjęciem : "Spotkałem ją.. Jeden raz to przypadek, ale dwa to już chyba przeznaczenie. Prawda?". No i ponownie zarumieniłam się z jego powodu! Marika zasnęła, a ja przypomniałam sobie, że po drodze widziałam basen z pięknym widokiem na miasto. Stwierdziłam, że skoro i tak ciężko mi będzie zasnąć to pójdę tam posiedzieć. Nie chciałam myśleć o Michale, jednak to było silniejsze ode mnie. Alkohol robił swoje, przez co chciałam nawet do niego zadzwonić, bo przecież mógł już wyjść z aresztu. Jednak za nim zdążyłam wziąć telefon do ręki usłyszałam za sobą ciche kroki. Kiedy odwróciłam głowę, ujrzałam osobę, której akurat się nie spodziewałam.... 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

8

Przez kolejny tydzień praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Jedynymi osobami, z którymi rozmawiałam była Marika i moja matka. Dużo myślałam o wszystkim, czułam się jak zniszczony śmieć. Nienawidziłam człowieka, jednocześnie nadal go kochając. Ale trudno, trzeba żyć dalej, bez względu na to co miało miejsce. Przez to wszystko Marika prawie wgl nie mówiła o koncercie, miałam wyrzuty sumienia, że zabieram jej tą radość, dlatego postanowiłam, ze koniec z użalaniem się nad sobą i trzeba rozpocząć wielkie przygotowania. Czułam się bezpiecznie, ponieważ Michał siedział w areszcie, mężczyzna, którego zaatakował przeżył, jednak i tak mogliby postawić mu zarzut usiłowania zabójstwa. Jedno było pewne, do rozprawy na pewno posiedzi. Nie wiem jakim cudem, ale mojemu ojcu udało się znaleźć Marcina, spotkałam go na przesłuchaniu. Boże, dlaczego ja wcześniej nie zauważyłam tych jego pięknych niebieskich oczu? Wyglądał jak facet z okładki playboya. Czar prysł kiedy zorientowałam się jak wyglądam ja: leginsy, jakaś bluza i trampki, do tego brak makijażu i związane włosy w nieogarniętego koka. Ale jednak lepsze to niż kiedy zobaczył mnie za pierwszym razem, rozmazaną i całą roztrzęsioną. Nie sądziłam, że zwróci na mnie uwagę, dopóki nie podszedł i nie zapytał się jak się czuję. Głupia ja, to przecież jasne, że zrobił to z grzeczności, w końcu poniekąd uratował mi życie. Chwilę rozmawialiśmy a następnie rozpoczęło się moje przesłuchanie. Strasznie mnie wymęczyli, musiałam im opowiedzieć o każdym szczególe mojego związku z Michałem. Musieli sprawdzić, czy już wcześniej nie miał zaburzeń psychicznych. Traktowali go jak jakiegoś debila, który ma problemy z psychiką i jedyne czego pragnie to dźgnąć kogoś nożem. Nie mogłam tego znieść. Ja go znałam! Oni nic o nim nie wiedzieli! Nie potrafili wyobrazić sobie tego jak bardzo niszczyliśmy się nawzajem tkwiąc w bezsensownym związku. Tak wiem, bronię go, ale wiem też, że gdyby nie te pierdolone narkotyki, nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Może to i wygląda jak moja bezsilna próba  wytłumaczenia jego za wszelką cenę, jakbym chciała zaspokoić swoje sumienie i oszukiwała się, ale naprawdę nie wierzyłam, że Michał mógłby to zrobić z premedytacją. Mój ojciec musiał wyjść załatwiać jakieś tam swoje sprawy, więc do domu miałam wracać sama, ale kiedy skończyłam przesłuchanie na schodach przed posterunkiem zobaczyłam Marcina. Podeszłam do niego i rzuciłam lekki uśmiech"Nadal tutaj jesteś? Przecież Twoje przesłuchanie skończyło się godzinę temu." No właśnie długo kazałaś na siebie czekać! Bo ja.. Pójdziesz ze mną na kawę?" Był słodki, jednak z jednej strony chciałam z nim pójść, ale z drugiej nie chciałam pakować się w jakieś nowe znajomości. Potrzebowałam przyjaciół, których znam. "Jestem zmęczona i jedyne o czym marzę to sen. Ale jeszcze raz dziękuję Ci za pomoc, gdyby nie Ty nie wiem jakby się to skończyło." Byłam mu naprawdę wdzięczna, a on udawał skromnego. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, kiedy odprowadzał mnie do auta. Rzucił ten w moim kierunku cudowny uśmiech a ja odjechałam. Po powrocie do domu, bez słowa poszłam na górę, wpadłam pod koc i zasnęłam. Przebudziłam się wczesnym wieczorem i wiedząc, że prędko nie zasnę postanowiłam wyciągnąć Marikę na piwo. Wzięłam do ręki telefon a na ekranie widniał SMS "Nie chcę się narzucać, ale moim marzeniem byłoby pójść z Tobą na tą kawę. Miłego wieczoru piękna :*". Wiedziałam, że to Marcin tylko skąd on miał mój numer?! Zadzwoniłam do przyjaciółki i godzinę później siedziałyśmy w barze i planowałyśmy wyjazd do Łodzi. Chciałyśmy trochę zaszaleć i pokazać im jak się bawi Wrocław, więc postanowiłyśmy, że po koncercie zostaniemy tam jeszcze dwa dni. Może to pozwoli mi się trochę rozluźnić i chociaż na chwilę zapomnieć, bo mimo tego, że byłam z Mariką, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się to gdzieś tam w mojej głowie był Michał. Mimo wszystko martwiłam się o niego i o to jak tam sobie radzi. Tak wiem, byłam za dobra, ale zawsze szybko wybaczałam ludziom, bo wierzyłam, że każdy zasługuje na drugą szansę. W końcu ja też mogę jej kiedyś potrzebować. Spotkałyśmy znajomych z naszej ekipy, okazało się, że nawet w dużym miecie plotki szybko się niosą. Każdy chciał wiedzieć, co się naprawdę stało, w ciągu 10 minut usłyszałam z 3 wersje tego fatalnego wieczoru. Opowiedziałam im mniej więcej o co chodziło i co się dzieje z Michałem, ale nie chciałam dłużej drążyć tematu, a moi znajomi na szczęście to zauważyli i przestali się dopytywać. Życie toczy się dalej, z nim czy bez niego poradzę sobie, doskonale o tym wiedziałam.
_________________________________________________________________________________
"Kurwa mać! Nie wierzę, że za kilkanaście godzin spełni się największe marzenie mojego życia! Tak bardzo chciałam poczuć zapach jego perfum, w końcu go dotknę!" No tak stało się, jedziemy na koncert Justina Bieber'a. Godzina 6:00 rano, a ja stoję na dworcu, paląc szluga i patrzę na Marikę. Nie wierzę, że o tej godzinie, gdzie moje powieki ledwo co podnoszą się ku górze ona ma w sobie tyle energii! Po raz setny w ciągu tych dwóch tygodni słyszałam gadania o zapachu jego perfum i jak to się nie spełni największe marzenie jej życia. Podróż minęła spokojnie, Marika przypominała sobie teksty piosenek, zachowywała się jak opętana, a ja próbowałam zasnąć, ale nie bardzo mi to wychodziło. 4 godzinki i byłyśmy w Łodzi. Jeden wielki tłok i zamieszanie! Naprawdę cieszyłam się w duchu, że mamy jakieś tam te bilety VIP i nie musimy się pchać z tym tłumem. Nienawidziłam takich zbiorowisk. Zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do hotelu, który załatwił nam mój ojciec. Pod nim znajdowało się mnóstwo ludzi, krzyczących, śpiewających i w ogóle. Nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi, po czym, kiedy się meldowałyśmy okazało się, że w tym samym hotelu, piętro wyżej ma mieszkać Justin. Tak, ten Justin Bieber. Wow, tatuś się szarpnął. Myślałam, że Marika odpłynie z radości, jednak moją jedyną myślą było "ja pierdolę, no to odpoczęłam". Pokój był naprawdę śliczny, jednak Ci ludzie pod hotelem uniemożliwiali mi chociażby otworzenie okna. Miałyśmy sporo czasu, więc zamówiłyśmy sobie jedzenie, włączyłyśmy muzykę i jak małe dzieci tańczyłyśmy i śpiewałyśmy. Obiecałyśmy sobie, że mimo tego, że nie jest to jakaś Hiszpania, tylko Łódź, będzie to najlepszy wyjazd ever i będziemy miały co wspominać. Zjadłyśmy i zaczęłyśmy się ogarniać. Szybki prysznic i kiedy kończyłam układać włosy usłyszałam straszny krzyk, wyszłam na balkon. No tak, gwiazda przyjechała. Fanki szalały, niektóre z nich nawet mdlały. Justin wyszedł z samochodu i zakładając kaptur szybko wbiegł do środka hotelu. Marika chciała wybiec mu naprzeciw, ale na szczęście ją powstrzymałam, tłumacząc, że mogą nas wyrzucić z hotelu za nękanie a ja nie mam zamiaru spać na tym obskurnym dworcu. No to zaczynamy. Wchodząc na Atlas Arenę było jeszcze gorzej niż pod hotelem. W życiu nie widziałam takiego zbiorowiska, płacz, krzyk, matki z dziećmi, zdenerwowani tatusiowie modlący się żeby było już po wszystkim i do tego zblazowani dziennikarze czekający na jego potknięcie.  Zastanawiałam się czy dla tych nastolatek ważne jest to czy Justin będzie śpiewał, czy mógłby po prostu stać przez 2 godziny na scenie, w samych majtkach a one przez cały ten czas skakałyby z radości? Dobra opcja, bo w sumie ciało to on miał niczego sobie. Starałam się je zrozumieć, ale nie umiałam. Ok, mogę zrozumieć kilka Belibers cieszących się z widoku swojego idola, szczególnie, że jedna szła obok mnie z szeroko otwartymi oczami, jakby nie chciała przegapić żadnego szczegółu tego koncertu. Zaraz, czy ona w ogóle mrugała? Zajęłyśmy miejsca, a ja przysięgłam sobie, że za wszelką cenę będę się dobrze bawić. No i zaczęło się. Jeden wielki pisk fanów i pojawił się, wlatując na skrzydłach niczym anioł z nieba.

sobota, 19 kwietnia 2014

7

Było dość ciepło, więc postanowiłam do domu wrócić pieszo i nacieszyć się Wrocławiem nocą. Szłam wolnym krokiem, w moich słuchawkach płynęły spokojne dźwięki jakiś smutów. Czasami nie wiedziałam dokąd zmierzam, nie chciałam być pionkiem w grze moich rodziców, którzy mieli już dla mnie wytyczoną drogę. Najlepsza szkoła, studia, wymarzona praca, wymarzona dla nich, nie dla mnie. Chciałam pójść swoją drogą i popełniać własne błędy. Zawsze starałam się być niezależna i nienawidzę kiedy ktoś próbuje mi mówić co mam robić. Z rozmyśleń wyrwała mnie ciemna postać pojawiająca się znikąd przed moim ciałem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam twarz Michała. Widziałam po nim, że był wkurzony, miał te ogniki w oczach, wydawało mi się, że jest naćpany. Ściągnęłam słuchawki a on zaczął mówić: "I co kurwa? Myślałaś, że tak po prostu mnie zostawisz?" Nie poznawałam go, nigdy nie wzbudził we mnie takiego strachu. To już nie był mój Michał. Próbowałam odejść, jednak zablokował mnie swoim ciałem. "Uspokój się, porozmawiajmy spokojnie", chciałam jakoś załagodzić sytuację, jednak wydawało mi się, że mój głos denerwuje go jeszcze bardziej. "Wiem, zniszczyłem nas, zachowałem się jak ostatni skurwiel, ale zrozumiałem! Chciałem wrócić, próbowałem to wszystko naprawić, odzyskać Cię, zmieniłem się! A Ty co kurwa zrobiłaś?!  Dałaś się wyruchać, a potem wyszłaś jak gdyby nigdy nic! Kajetan mówił, że w szkole kleiłaś się do jakiś pedałów. Jesteś szmatą! Rozumiesz?!" w tym momencie mocno szarpnął mnie za ramiona, jego głos był przepełniony rozpaczą i bólem, ale co ja miałam z tym zrobić? "Michał proszę, przecież da się to wszystko wyjaśnić, nie wiem co Kajetan Ci naopowiadał, ale nie jest to prawdą." " Nie kłam kurwo, szybko chciałaś się pocieszyć, a może kiedy jeszcze byliśmy razem już się puszczałaś?! Na pewno tak!" Jego twarz była coraz bliżej mojej, wygadywał jakieś bzdury i bałam się , że w końcu mnie uderzy, ale on dalej mówił, był bliski płaczu. "Skoro nie będziesz moja, nie będziesz też nikogo innego, nie pozwolę żeby ktoś Cię dotykał, tylko ja Cię kocham i nikt inny nie może dać Ci takiej miłości. Przysięgam, że będziemy już zawsze razem. Nie zostawię Cię samej, będę cały czas przy Tobie. Chwila bólu i czeka nas wieczność." Jego trzęsące się dłonie wodziły po moich plecach, stałam jak sparaliżowana nie wiedząc co robić, kiedy z tyłu usłyszałam męski głos "Hej wszystko w porządku?". Nie zdążyłam nawet się odwrócić kiedy Michał krzyknął "Odpierdol się, nie Twoja sprawa!". Jednak mężczyzna nadal nie odpuszczał, a ja w duchu dziękowałam, że się pojawił, to było jak zabawienie. "Puść mnie!" krzyknęłam. "Nie słyszałeś? Puść tą dziewczynę!" Michał odepchnął mnie z taką siłą, że upadłam na ziemię i uciekł. Mężczyzna podszedł do mnie i pomógł mi wstać, zaczęłam płakać, dłonie trzęsły mi się jak nigdy dotąd. Byłam w szoku, czułam jak w środku rozpadam się na kawałki. Jak się okazało mój wybawiciel nazywał się Marcin i wyglądał na jakieś 19 lat. Zaproponował, że odwiezie mnie do domu, nie miałam w zwyczaju wsiadać z obcymi osobami do auta, ale czy tego wieczoru mogłoby mi się przydarzyć jeszcze coś gorszego? A poza tym nie wiedziałam gdzie znajduje się Michał. Przez całą drogę nie odezwałam się, oprócz tego, żeby wytłumaczyć Marcinowi gdzie mieszkam. Nadal nie potrafiłam dojść do siebie. Bałam się, tak cholernie i pierwszy raz w życiu się bałam. Odprowadził mnie pod same drzwi, a jedyne co byłam w stanie z siebie wydusić to ciche "dziękuję" rzucone w jego stronę zanim zniknęłam za drzwiami mieszkania. Moja mama nie spała i chyba po raz pierwszy zauważyła, że coś jest ze mną nie tak. W sumie ciężko było tego nie zobaczyć, w moich trzęsących się dłoniach nie potrafiłam nawet utrzymać kluczy. Przytuliła mnie a ja zaczęłam ryczeć jak małe dziecko. Potrzebowałam jej, bardziej niż kiedykolwiek. Mimo tego, że zawsze starłam się być silna i radzić sobie ze wszystkim sama, w tej sytuacji pragnęłam tylko bezpiecznych ramion matki. Nie zadawała pytań, po prostu kazała mi pójść na górę, przebrać się i wskoczyć pod kołdrę, zrobiłam to jak automat a chwilę później mama stała w drzwiach mojego pokoju z ciepłą herbatą i jakimiś prochami na uspokojenie. Opowiedziałam jej wszystko od początku. Owszem znała Michała i zawsze uważała go za fajnego chłopaka, ale nienawidziła jego tatuaży. Dopiero teraz poznała całą historię naszego związku. Pierwszy raz w życiu rozmawiałam z nią szczerze i czułam, że mnie słucha. Kiedy doszłam do wydarzeń dzisiejszego wieczoru, wkurzyła się strasznie, nigdy nie widziałam jej aż tak złej. Z jej ust padły słowa " Nie pozwolę żeby ktoś skrzywdził moją córkę.", nigdy tak bardzo nie czułam, że jej na mnie zależy i mimo tej całej sytuacji to było jej jasnym punktem, w końcu poczułam miłość mojej matki do mnie, przestałam traktować ją jak obcą osobę. Przytuliła mnie, powiedziała, że ona wszystko załatwi i wyszła, jednak zanim zdążyła wrócić tabletki zaczęły mnie działać i odpłynęłam w śnie, chociaż był on wyjątkowo niespokojny. Około 8 rano obudziły mnie krzyki mojego ojca dobiegające z dołu, wyskoczyłam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Tata krzyczał do telefonu a mama siedziała na kanapie, podeszłam do niej żeby dowiedzieć się co się stało. Kiedy mój tata dowiedział się o sytuacji ze mną, od razu zadzwonił do swojego prawnika i na policję, po czym okazało się, że Michał znajduje się w areszcie, miał przy sobie nóż i zaatakował jakiegoś faceta wracającego z imprezy. Doszło do mnie, że przecież  mógł mnie zabić. Poczułam jak z moich oczu płyną łzy, a ręce znowu zaczynają drżeć. Michał był pod wpływem silnych narkotyków i praktycznie nic nie pamiętał z wczorajszego wieczoru, więc ciężko będzie mu cokolwiek udowodnić. Mój ojciec postanowił znaleźć chłopaka, który mi pomógł. Ja natomiast chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć, znowu poczuć się bezpiecznie, chociaż wiedziałam, że nie będzie łatwo, ponieważ ta sprawa tak szybko się nie skończy. Jak miałam po tym wszystkim żyć normalnie z myślą, że chłopak, którego tak bardzo kochałam chciał mnie zabić? Chciałam uciec, jak najdalej, wyłączyć myślenie. Jedno wiedziałam na pewno, mimo tego, że działał pod wpływem jakiegoś gówna, nigdy mu tego wybaczę. Nie ma już szansy powrotu.

piątek, 18 kwietnia 2014

6

Strasznie zmarzłam, więc po powrocie do domu od razu wskoczyłam pod ciepły koc i nawet nie wiem kiedy, zasnęłam. Rano obudziły mnie piękne promienie słońca wpadające przez uchylone okno. Wzięłam do ręki telefon, na ekranie były 3 nieodebrane połączenia od Michała.. Kurcze, czego on znowu chciał. Był pieprzonym egoistą, myślał tylko o sobie, nie zastanawiał się nad tym, że znowu mnie rani. Przykre, że odzywał się tylko wtedy kiedy jemu to odpowiadało.Chociaż ponoć doceniamy to co mieliśmy, dopiero gdy to stracimy. W tym przypadku mój książę ocknął się trochę za późno. Dwóch lat przyjaźni i miłości nie da się tak po prostu przekreślić, zapomnieć i przestać się odzywać, doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Wiedziałam, że  jest jeszcze jakaś nadzieja na to, abyśmy mieli ze sobą normalny kontakt, ale potrzebuję czasu.Chciałam zadzwonić do Mariki, opowiedzieć jej o wszystkim, ale kiedy już wybierałam numer doszło do mnie jak bardzo jest teraz zajarana koncertem i nie chciałam jej tego psuć. Odłożyłam telefon, odświeżyłam się trochę i postanowiłam pójść pobiegać. Nie mogłam nie skorzystać z tak pięknej pogody a do tego o dziwo miałam w sobie mnóstwo energii. Zbiegłam na dół, moi rodzice siedzieli na kanapie. Ojciec jak zwykle pochłonięty był pracą, więc postanowiłam, że o koncercie pogadam z nim wieczorem, a mama oglądała jakieś wyżerające mózg seriale, w których ciągle działo się to samo. W kuchni na stole leżały kanapki, więc poczęstowałam się jedną, założyłam słuchawki na uszy i wybiegłam z domu. Naprawdę piękny dzień. Jako, że było jeszcze dość wcześnie w pobliskim parku nie było prawie ludzi. Cieszyłam się z tego, ponieważ w tym miejscu często można było spotkać Michała ze swoimi kolegami a ja nie bardzo miałam na to ochotę.  
"Outside there's a bird and it is singing
And outside of my window, there's a life
I feel like someone's talking to my spirit
They tell me that there's reasons to survive."

Uwielbiałam głos Jamesa Arthura, uwielbiałam tą piosenkę, właśnie w takim momencie mojego życia dawała mi siłę. Zrozumiałam, że muszę o siebie walczyć. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam szczęście, mam nadzieję, że zagości ono u mnie na dłużej. Wiedziałam, że chcę być szczęśliwa już zawsze sama dla siebie, i to ja chcę sobie dawać to szczęście, nie ktoś inny. Chciałam odzyskać zagubiony gdzieś we mnie dawny optymizm. Muzyka dawała mi nadzieję, siłę i wprowadzała mnie w stan euforii. Zaczęłam tańczyć i skakać na środku parku, nie obchodziło mnie czy ktoś na to patrzy czy nie. Biegłam już w kierunku domu, kiedy w naprzeciw mnie ujrzałam Michała. Szedł niepewnie w moją stronę, wyglądał na smutnego i zagubionego. Od razu pomyślałam, że po on również poczuł pierwsze promienie słońca i wyszedł na spacer, jeszcze wtedy nie wiedziałam co tak naprawdę się za tym kryje. Nawet nie ściągałam słuchawek, uśmiechnęłam się do niego życzliwie i pobiegłam dalej. Nie odwróciłam się ani razu, ale czułam na sobie jego wzrok, nie chciałam aby popsuł mi mój pierwszy od dawna dobry humor. Czyżby był to jakiś początek czegoś lepszego? Mam nadzieję, że tak.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak to mówią, nadzieja matką głupich... Miał być lepszy początek, a był koszmar, przeplatany strachem a jednocześnie odrobiną szczęścia. Przez kolejne pięć dni Marika przeciągnęła mnie przez wszystkie galerie we Wrocławiu. Schudłyśmy chyba po 3 kilo. Ona miała już doskonały plan na nasze stroje i  mimo tego, że miałyśmy zupełnie odmienne gusty,a moja przyjaciółka doskonale wiedziała, że nie zgodzę się założyć bluzy z podobizną Justina, zaoferowała mi coś, wobec czego poddałam się i w rezultacie na koncert obie mamy pójść tak ubrane:
 Marika



Ja

Miałyśmy jedne z najlepszych miejsc oraz wejście za kulisy. Tak, naszych rodziców trochę to kosztowało, ale czego nie robi się dla Justina? Haha. Oprócz przygotowywania się do koncertu była jeszcze szkoła. Byłam dobrą uczennicą, więc jakiegoś większego problemu z nią nie miałam, ale nauczyciele i tak dawali w kość. Strasznie lubiłam moją klasę, mimo tego, że nie było w niej Mariki. Dobrze się ze wszystkimi dogadywałam i większość tych ludzi wiedziała jak poprawić mi humor w gorsze dni. Michał wydzwaniał i wypisywał do mnie codziennie, przez co jeszcze bardziej zniechęcał mnie do kontaktów z nim. Jego przyjaciel, Kajetan, chodził ze mną do klasy i ostatnio zauważyłam, że jakoś baczniej się mi przygląda, uważnie patrzy z kim rozmawiam i o czym, obserwuje każdy mój ruch. Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi jednak z czasem zaczęłam to olewać. Ale dziwne dla mnie stało się też to, że zbyt często widywałam Michała, niby zawsze tłumaczył, że przypadkiem, ale zdecydowanie za dużo tych "przypadków" było, żeby nie stało się to dla mnie podejrzane. Ostatnim razem, gdy dość późno wracałam od koleżanki miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Być może to tylko moje przewrażliwienie, ale czułam, że coś jest nie tak. No i się nie pomyliłam, tego co stało się później nie mogłam sobie wyobrazić w najgorszych snach...

wtorek, 15 kwietnia 2014

5

Wiedziałam, że ona mi nie odpuści tego koncertu. Jedyną moją myślą w tamtym momencie było "no to mam przerąbane". Marika zaczęła gadać jak nakręcona, miała w głowie cały plan. W takich momentach mnie przerażała, ale widać było jak długo czekała na ten moment. Tylko dlaczego ja też miałam tam być? Okej, byłam jej najlepszą przyjaciółką, chciała żebym była przy niej w chwili kiedy spotka "miłość swojego życia", ale na stan w jakim się znajdowałam, nie miałam na to ochoty. Koncert miał się odbyć za dwa tygodnie, w Łodzi. Ustaliłyśmy, a właściwie to Marika ustaliła, bo ja nie miałam nic do powiedzenia, że ona kupuje bilety a ja rozmawiam z ojcem żeby znalazł nam hotel. Dużo podróżował, więc mogłam mieć pewność, że chociaż tyle dla mnie zrobi i nie pozwoli żebyśmy spały na dworcu. Ostatnie dwie godziny spędziłam na słuchaniu paplania Mariki jak to będzie, jak Justin będzie wyglądał, jakie miejsca wybierzemy, jak będzie wyglądało spotkanie na meet&greet no i najważniejsze W CO ONA SIĘ UBIERZE?! Kochałam ją, ale czasami tak duuużo gadała. Próbowałam ją zrozumieć, ale mój ból głowy mi na to nie pozwalał. Kiedy już pojechała do domu, ogarnęłam się trochę i doprowadziłam do wyglądu człowieka, a nie jakieś potwora z loch ness, chociaż moich podbitych oczu niczym nie dało się zakryć, postanowiłam spędzić sobotę w łóżku i zająć się trochę szkołą. Jednak kompletnie nie mogłam się na tym skupić, w mojej głowie plątały się wydarzenia wczorajszego wieczoru. Założyłam słuchawki na uszy, włączyłam jakieś smuty i próbowałam się uspokoić. Dlaczego on tak bardzo mnie niszczył? Dlaczego nagle tak bardzo się zaczął o nas starać? Po tylu miesiącach kłótni, moich łez i jego ignorancji, kiedy na siłę próbowaliśmy, głównie to ja próbowałam ratować coś, co kompletnie nie miało już sensu. Chciałam sama poskładać cały mój świat w całość. Tak, on wtedy był całym moim światem,tylko szkoda, że jego światem byli koledzy.  Ale dlaczego kiedy już dałam sobie spokój i postanowiłam żyć sama, on ponownie się pojawił? Tak bardzo pragnęłam zadać mu te wszystkie pytania, jednocześnie bojąc się poznać prawdę. Nie chciałam żeby mówił mi, że mnie kocha. Za bardzo mnie do niego ciągnęło, a przecież wiedziałam, że może mnie skrzywdzić. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk wiadomości na facebooku , pewnie wzięłam laptopa do ręki, ale kiedy zobaczyłam na ekranie treść wiadomości zadrżałam. Michał "Przepraszam za wczorajszy wieczór, nie chciałem Cię wystraszyć, ale kiedy zobaczyłem jak pięknie poruszasz się na parkiecie nie mogłem się powstrzymać. Kurwa Julka, wiem, że nie chcesz mnie znać, jestem skończonym chamem, ale tak bardzo Cię pragnę. Proszę, przyjdź do mnie.Tylko my dwoje,dziś nie będzie liczyło się nic więcej. Chcę tak jak kiedyś zatapiać się z marzeniach, pieprzyć rzeczywistość i nie patrząc na innych odbudować wszystko po kłótniach i pretensjach. Bądźmy dziś tylko dla siebie. Proszę :*" Nie wiedziałam, że stać go na takie coś, nawet gdy byliśmy razem nie potrafił napisać mi takich rzeczy, zawsze zgrywał twardziela. Poczułam jak po moim policzku płynie łza. Nie wiedziałam co zrobić. Wzruszył mnie, ale czy na pewno ponownie chciałam się w to pakować? Dobra, postanowiłam żyć chwilą. Za oknem robiło się już ciemno, więc poprosiłam mamę żeby pożyczyła mi samochód. Ona jak zawsze próbowała namówić mnie, że kupią mi własny, ale ja nie chciałam. Lubiłam jeździć autobusami, chociaż czasami było to uciążliwe, to robiłam to z przyjemnością, zakładałam słuchawki, obserwowałam ludzi, dopisywałam im różne historie, zastanawiałam się dokąd się tak śpieszą, dlaczego są tak szczęśliwi lub smutni. Nie byłam jak niektóre moje koleżanki. Owszem, lubiłam imprezy, lubiłam się stroić i być piękną, jednak czasami bardziej wartościowe było dla mnie wskoczenie w dres i pójście na ognisko z przyjaciółmi lub po prostu wspólne siedzenie w domu i wygłupianie się. Nie wspomniałam też wcześniej o tym, że lubiłam pisać teksty piosenek, komponować do nich muzykę, bo to przecież poprzez nią można opowiedzieć najpiękniejsze historie. Grałam na gitarze, pianinie i na skrzypcach. Głos też miałam nie najgorszy, jednak nigdy jakoś nie miałam potrzeby chwalenia się tym. Zdawałam sobie sprawę z moich umiejętności, ale nigdy nie odczuwałam potrzeby podzielenia się nimi ze światem, wręcz nienawidziłam kiedy nauczycielka w szkole naciskała żebym zaśpiewała czy zagrała w jakimś przedstawieniu. Ale wracając do tematu. Podjechałam pod dom Michała, spędziłam jakieś 5 min w aucie zanim zdecydowałam się zapukać do drzwi. Otworzył niemal natychmiast, Jego oczy lśniły w odbiciu lampy, która była zawieszona na ganku przed domem. Wyglądał cudownie, miałam ochotę się na niego rzucić. Zorientowałam się, że do tej pory żadne z nas się nie odezwało tylko wodziliśmy wzrokiem po swoich ciałach. Chciałabym wiedzieć o czym myśli. "Cieszę się, że tu jesteś." uff, w końcu się odezwał. Zaprosił mnie do środka, a ja weszłam ze świadomością, że nie ma już odwrotu. Usiadłam na beżowej kanapie w salonie, Michał usiadł obok, ale w bezpieczniej odległości. Mówił coś do mnie, cały czas mówił, ale nie słuchałam jego słów. Boże, zachowywałam się jak jakaś napalona nimfomanka, która po raz pierwszy od roku zobaczyła faceta i pragnęła namiętnego seksu. Nawet nie wiem kiedy, ale on już siedział bliżej, jego dłoń dotykała moich ramion a jego malinowe usta złożyły delikatny pocałunek na moich. Czułam się jak w niebie. Wiedziałam, że będę żałować, ale tak bardzo pragnęłam jego bliskości, bezpieczeństwa jego silnych ramion. No i stało się, nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy coraz namiętniej się całować i zdzierać z siebie ubrania. To był chyba najcudowniejszy stosunek w moim życiu. Byliśmy jak dwoje kochanków, którzy byli spragnieni swoich ciał. Otworzyłam oczy, spojrzałam na telefon - 01:05. Michał spał obok a ja miałam ochotę stamtąd jak najszybciej uciec. Czułam, że to był błąd, że poniosę konsekwencje, ale z drugiej strony wiedziałam, że nie mam czego żałować. Drgnął i otworzył oczy, popatrzył na mnie, jego mina pokazywała zadowolenie. Próbował mnie pocałować, ale się odsunęłam. "Co jest?" zapytał niepewnie. "To było nasze pożegnanie. Wiem, że nie powinnam tutaj przyjeżdżać, ale chciałam poczuć coś do Ciebie ostatni raz. Już nigdy nie będzie tak jak wcześniej. Może gdybyś wcześniej coś zrozumiał, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Wybacz." Głos mi drżał, a w głębi duszy czułam się jak ostatnia suka. Ubrałam się prędko i wyszłam zostawiając zdezorientowanego Michała w łóżku. Nie chciałam żeby z jego ust wypłynęły jakiekolwiek słowa. Za bardzo się ich bałam. Uderzyło we mnie zimne, wiosenne powietrze. Wiedziałam już, że muszę żyć bez niego, tylko co dalej będzie?

niedziela, 13 kwietnia 2014

BOHATEROWIE!

BOHATEROWIE:

JULIA

MARIKA


MICHAŁ

JUSTIN

4

Poranek. Chyba najgorszy w moim życiu. Pierwszą moją myślą po otwarciu powiek była butelka wody. Rozejrzałam się, na podłodze leżały buty, sukienkę nadal miałam na sobie a obok mnie budziła się Marika. Z wielkim wysiłkiem podniosłam się z łóżka, złapałam picie i wskoczyłam pod prysznic. W między czasie starałam się poukładać sobie w głowie scenariusz wczorajszego wieczoru. Z każdą kolejną kroplą zimnej wody spływającej po moim ciele, wszystko mi się przypominało. Po wyjściu z domu poszłyśmy do jakiegoś baru w rynku na drinka, ale byłyśmy w tak dobrych humorach, że na jednym się nie skończyło. Następnie wybrałyśmy się do klubu, w którym była cała nasza ekipa. Tak bardzo kochałam tych ludzi. Zawsze potrafiliśmy poprawiać sobie humor, nieważne czy siedzieliśmy w domu i oglądaliśmy filmy czy imprezowaliśmy razem. Czułam się bezpiecznie i pewnie z nimi. Od razu po tym jak przywitałyśmy się z każdym i wypiłyśmy po drinku wpadłyśmy na parkiet. Alkohol pływał w moich żyłach, więc taniec nie był dla mnie przeszkodą, czułam się tak błogo, nie było żadnych problemów, niczego nie było poza mną, i muzyką wypływającą z głośników. I wtedy właśnie jakieś silne i duże dłonie objęły mnie w pasie. Na szyi poczułam delikatny oddech, rozkoszowałam się ciepłem ciała nieznajomego i zapachem Jego cudownych perfum, który tak dobrze był mi znany. Zachłannie pragnęłam bliskości, dlatego poczułam się bezbronna wobec jego dotyku. "Tęskniłaś?" wyszeptał mi do ucha cudownym, męskim głosem  i mimo tego, że w klubie było głośno, byłam w stanie usłyszeć każdą literę wypowiedzianą z Jego ust. Odwróciłam się i ku mojemu zaskoczeniu przed oczami ukazała mi się twarz Michała. Drgnęłam, a on przytulił mnie jeszcze mocniej do swojego ciała, czułam jak błądzę dłońmi po Jego torsie, jakbym szukała tego, co jeszcze niedawno było tylko moje. Staliśmy tak nieruchomo przez dłuższą chwilę. Patrzył na mnie głębokim i pewnym siebie spojrzeniem. Czułam się jak sparaliżowana, jakby jakaś siła przyciągała mnie do parkietu i nie dawała możliwości jakiegokolwiek ruchu. "Puść mnie" powiedziałam. "Proszę, w każdej chwili możesz odejść, ale przecież oboje dobrze wiemy, że tego nie chcesz." był tak okropnie pewny siebie kiedy wypowiadał te słowa, że poczułam się jak mała dziewczynka, która jest bezbronna wobec kogoś starszego. Starałam się teraz dokładnie przeanalizować tą sytuację, swoje zachowanie i co mogłam zrobić. Na swoim ciele poczułam zimny dreszcz, kiedy zorientowałam się, że nadal stoję pod prysznicem. Osuszyłam się szybko i ubrałam na siebie dres, który wcześniej miałam przygotowany. Usiadłam na krześle i nadal przywracałam wspomnienia wczorajszej nocy. Kiedy w końcu zebrałam siły i wyrwałam się z objęć Michała reszta wieczoru przebiegła spokojnie, wróciłam do loży, przy której siedzieli moi znajomi. Starałam się dobrze bawić, jakby tamtej sytuacji w ogólnie nie było. Michała już później nie widziałam, jakby się rozpłynął w powietrzu, przez chwilę nawet zastanawiałam się czy to nie był sen. I wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy nie przesadziły z alkoholem. Z rozmyśleń wyrwało mnie natarczywe pukanie do drzwi łazienki " Kurwa Julka utopiłaś się tam?!" tak, Marika na kacu = Marika nie do zniesienia. Postanowiłam nie denerwować jej jeszcze bardziej i zwolniłam jej łazienkę. Zeszłam na dół aby przygotować coś do jedzenia i wziąć więcej wody. Mama jak nigdy siedziała przy stole i czytała gazetę. Chwilę z nią porozmawiałam w sumie to bardziej ona mnie przesłuchiwała, z kim byłam, gdzie, co robiliśmy i o której wróciłam. Ojca jak zwykle nie było, nawet w na sobotę rano. Kiedy wchodziłam po schodach z mojego pokoju dobiegł mnie straszny pisk Mariki. Wbiegłam jak najszybciej a moim oczom ukazała się ona skacząca, tańcząca, krzycząca i piszcząca. Byłam zdezorientowana, a na dodatek jej krzyki nie sprzyjały temu w jakim stanie była moja głowa. Nie wytrzymałam i sama zaczęłam krzyczeć " ZAMKNIJ SIĘ W KOŃCU I POWIEDZ CO SIĘ STAŁO!!". Marika popatrzyła się na mnie z wielkim uśmiechem a z jej ust wydobył się okropny pisk "Justin Bieber będzie w Polsce, kurwa rozumiesz to?! Jedziemy na koncert!!!".

sobota, 12 kwietnia 2014

3

Po tym jak mój telefon nie przestawał dzwonić a ja już dostawałam szału, postanowiłam w końcu nacisnąć zieloną słuchawkę. "Czego chcesz?!" wykrzyczałam do głośnika, w zamian usłyszałam spokojny głos Michała, który prosił o spotkanie. Zgodziłam się, pod warunkiem, że nie potrwa to długo, a poza tym zrobiłam to sama dla siebie, ponieważ chciałam zakończyć ten związek jakoś oficjalnie, a nie z dnia na dzień przestać się do siebie odzywać lub przez SMSa. Umówiliśmy się, że za godzinę spotkamy się w parku. Postanowiłam wyglądać jak najlepiej, żeby czuł co traci. Szybko poleciałam na górę, zrzuciłam dres i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego. Kiedy już byłam umalowana, ubrana, pewna siebie i przekonana, że nic nie powstrzyma mnie od zerwanie z Michałem, wyszłam z domu.
Jego sylwetkę  ujrzałam już z daleka, chociaż na początku nie mogłam określić czy to aby na pewno on. Wyglądał inaczej. Co to znaczy inaczej? Doroślej? Mężniej? Przystojniej? Tak to chyba to. Do tego na twarzy miał ten cudowny uśmiech, od którego jeszcze niedawno nie mogłam oderwać wzroku. "Wow, wyglądasz pięknie."- powiedział kiedy tylko mnie zobaczył. Poczułam radość, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać. "Nie podlizuj się. Jak sprytnie zauważyłeś życie bez Ciebie mi służy. Śpieszę się trochę, więc powiedz szybko o co Ci chodzi i spadam." Tak wiem, to było dość wredne, ale po tym co on robił w ostatnim czasie chciałam się trochę odegrać. Michał zaczął mówić, z jego ust płynęło pełno słów, których nawet się nie spodziewałam. Mówił o tym jak bardzo źle mu się żyje beze mnie, szkoda, że to on się nie odzywał, mówił o tym jak bardzo mnie kocha, jak chce żebym do niego wróciła i że on oczywiście się zmieni. Byłam skłonna uwierzyć w każde jego słowo, jednak w pewnym momencie dotarło do mnie, że to nieprawda. On nie dorośnie, on się nie zmieni. Cierpiałam, ale wiedziałam też, że robię to dla siebie. Ciężko było zakończyć tak po prostu to, co łączyło nas przez dwa lata, ale bez tego nie poszlibyśmy dalej w swoim życiu. Siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy, trochę tak jak dawniej. O wszystkim i o niczym. Wspominaliśmy, śmialiśmy się i gadaliśmy o tym co się z nami stało. W pewnym momencie Michał powiedział, że nie przestanie o mnie walczyć, że za bardzo mnie kocha. To mnie trochę spłoszyło, kochałam go, ale chciałam pójść dalej. Sama. Pożegnałam się z nim szybko i odeszłam. Jednak czułam, że to jeszcze nie koniec. Chodziłam po mieście, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, byłam rozbita między tym co czuję a tym co podpowiada mi rozum. Założenie szpilek okazało się błędem i musiałam wrócić do domu. Napisałam do Mariki a jej sposobem na mój humor jak zawsze okazał się Justin. Tym razem "Nothing like us."
 " Lost in confusion, like an illusion
You know I'm used to making your day.
But that is the past now, we didn't last now
Guess that this is meant to be, yeah.
Tell me was it worth it? We were so perfect 
Baby I just want you to see
There's nothing like us, there's nothing like you and me."
To dobiło mnie jeszcze bardziej, więc moja przyjaciółka zaproponowała mi imprezę u naszych znajomych. W sumie uznałam to za fajny pomysł i po jakiś 30 min w moich drzwiach stała Marika. Teraz wybrałam wygodniejsze buty i zamierzałam dobrze się bawić. . Marika dobrze wiedziała co zrobić, żeby pomóc mi trochę zapomnieć i za to ją kochałam. Ostatnie poprawki i byłyśmy gotowe na zabawę. Czułam, że ta noc będzie dłuuuuga.

piątek, 11 kwietnia 2014

2



Ciężki dzień, nawet bardzo. Szkoła, okropna pogoda,deszcz przez który jestem cała mokra, ludzie, którzy mnie dzisiaj wyjątkowo mocno irytowali, to wszystko sprawiło, że marzyłam tylko o tym, aby położyć się pod ciepłą kołdrę. Weszłam do mieszkania, było duże, nawet bardzo, ale jak zwykle puste. Odkąd skończyłam 18 lat moi rodzice jakoś przestali się mną specjalnie interesować, czasami miałam wrażenie, że przez całe życie zajmowali się mną "bo wypadało", większość swojego dzieciństwa i tak spędziłam z nianią. Ich nigdy nie było w domu - "robili karierę i powinnam im dziękować, że mam wszystko czego chcę, bo inni mają w życiu o wiele gorzej", tymi słowami z ich strony kończyła się zazwyczaj każda moja próba dojścia do porozumienia z nimi. Jako mała dziewczynka pragnęłam tylko tego, aby mama chociaż raz w tygodniu położyła mnie spać zamiast pani Basi, nie interesowały mnie ich pieniądze, tylko to co mają w środku. Z czasem jednak zrozumiałam, że to już nigdy się nie zmieni i po prostu zaczęłam ich ignorować, widzieć w nich tylko kasę. Może i jest to wredne, ale sami sobie na to zasłużyli. Udałam się do pokoju, mojego azylu, w którym czułam się bezpiecznie i wiedziałam, że jest to tylko moje miejsce. Był piękny i duży,właściwie to podzielony a trzy części: mini salonik do nauki i spędzania czasu z przyjaciółmi, sypialnia i garderoba- tak jak chciałam, sama go urządziłam.


Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż, związałam włosy w luźnego koka i wskoczyłam w dres. Z myślą, że dzisiejszy, piątkowy wieczór spędzę w domu zeszłam do kuchni, aby w końcu coś zjeść. Odpaliłam laptopa, weszłam na fejsa i od razu wyświetliła mi się wiadomość od mojej najlepszej przyjaciółki, Mariki " Hej mała :* jaki humorek dzisiaj?" Od razu opisałam jej ten cały okropny dzień. Była śliczna, zawsze uśmiechnięta, kochana i chyba jako jedyna osoba znosiła każdy mój zły humor, narzekanie na cały świat i wiedziała o mnie wszystko. Kiedy skończyłam Marika wysłała mi link, włączyłam, a w moich głośnikach rozbrzmiały delikatne dźwięki gitary i pierwsze słowa, po chwili popatrzyłam na tytuł "Be alright" Justin'a Bieber'a. Nigdy wcześniej nie słyszałam tego utworu, ale jakoś wpadł mi w ucho i po chwili znałam już cały refren. No tak, zapomniałam dodać, że Marika jest zapaloną Beliebers i wyznaje zasadę, że na wszystko najlepszy jest Justin. Czasami trochę przerażało mnie jej zachowanie, nie wiedziałam, że o obcym człowieku można wiedzieć tak wiele! Znała każdy fakt z jego życia, o której godzinie się urodził,  w jakim kocyku, co powiedział i kiedy, wiedziała gdzie się aktualnie znajduje i śledziła wszystko co robi. Niekiedy miałam wrażenie, że wie o nim więcej niż on sam, więcej niż o mnie lub więcej niż o samej sobie. Ale wiem też, że go kochała i ta myśl, że może kiedyś go spotka podtrzymywała ją w najgorszych chwilach. Mnie także próbowała wciągnąć w ten świat Biebera, ale się nie dałam. Nie, żebym coś do niego miała, ale nigdy nie rozumiałam tego całego zamieszania wokół jego osoby, tego jak opisywały o media i tego jak bardzo przerażały mnie jego fanki, wiedzące o nim wszystko. Kiedy skończyło się "be alright" zaczęłam przełączać na inne piosenki Justina, okazały się całkiem spoko, tłumaczyłam sobie ich teksty, próbowałam je zrozumieć. Całkowicie się w to wciągnęłam, wyłączyłam od świata, zaskakiwałam samą siebie. Zanim się obejrzałam minęły dwie godziny a ja nadal wsłuchiwałam się w te melodie, teksty, oglądałam koncerty. Wiedziałam, że Beliebers nie zostanę, ale nie powiem, bo trochę mnie ten świat wciągnął. Z tego Bieberowego świata wyrwał mnie dźwięk telefonu, odebrałam, a w słuchawce usłyszałam dobrze znany mi głos, który kiedyś wzbudzał we mnie drgawki, sprawiał, że się uśmiechałam. No właśnie, kiedyś, dzisiaj odbierałam już od niechcenia, być może dlatego zapomniałam wam o tym człowieku wspomnieć. Michał. Tylko Michał? Nie, nie tylko, Michał jeszcze niedawno był najważniejszym człowiekiem w moim życiu, każdy jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze, każdy uśmiech wywoływał uśmiech na mojej twarzy, każde słowo wypowiedziane z jego ust sprawiało, że nie chciałam żeby przestawał. Byliśmy, a właściwie to chyba jesteśmy nadal, parą od jakiś 2 lat. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy, rzadko kiedy się kłóciliśmy, a jeśli już to o jakieś bzdury i nagle wszystko się zmieniło. Michał poznał nowe towarzystwo, kolesie, którzy dla niego byli "ziomkami" we mnie budzili zwykły strach. Siłownia, motory, drogie samochody, imprezy i laski na pęczki- to był ich świat. Oczywiście na początku imponowało mi to jak wygląda na motorze, jak jego ciało zmieniło się przez siłownię oraz jak w klubie odpychał wszystkie klejące się do niego laski i podchodził do mnie. Był przystojny i dużo dziewczyn go podrywało, ale jednak dawał mi poczucie bezpieczeństwa, budził we mnie zaufanie i wiedziałam, że mogę mu ufać. Kochałam go i ciężko mi było uświadomić sobie, że się zmienił, że to nie jest już ten sam człowiek, z czasem nie byłam najważniejsza. Wszystko tylko nie ja. Mimo ogromnego bólu postanowiłam odpuścić, zapomnieć, jednak on nie dawał mi takiej możliwości. Myślał, że jestem zabawką, którą sobie weźmie, pobawi się, a potem pójdzie do kolegów. Nie chciałam dawać się tak traktować, jednak zbyt często mu ulegałam. "Cześć bejbe. Ogarniemy coś dzisiaj?" Odezwał się pierwszy raz od tygodnia i jeszcze mi leci z jakimś "bejbe"! Strasznie się wkurzyłam i rzuciłam słuchawką. Jednak on nadal nie dawał za wygraną...

czwartek, 10 kwietnia 2014

1

Wrocław.. Zwykłe, wieczne zatłoczone miasto, które mimo wszystko ma w sobie coś, co do niego ciągnie. Można tutaj spotkać dziwnych ludzi, ale też nawiązać bardzo ciekawe znajomości. To miasto żyje nocą, chociaż w dzień również jest piękne, rynek, kamienice, Ostrów- to wszystko jest cudowne, chociaż czasami nie potrafię zrozumieć dlaczego to miejsce tak mnie do siebie przyciąga i dlaczego nadal tutaj tkwię. No właśnie, pomiędzy tym wszystkim, w środku tego miasta i między tymi wszystkimi, ciągle spieszącymi się ludźmi jestem JA. Zwiedzając wyobraźnią miasto zapomniałam o czym miałam pisać, a mianowicie o sobie. Zacznijmy więc od początku, tak jak na rozmowie kwalifikacyjnej. Nazywam się Julia i mam 18 lat i jestem uczennicą liceum profilowanego we Wrocławiu. Wiele osób, które mnie poznaje myśli, że jestem bezczelną, wredną i arogancką gówniarą, jednak rzadko kto po takiej ocenie stara się dotrzeć do wnętrza mojej duszy, poznać mnie i dowiedzieć się dlaczego taka jestem. Tak bardzo nie lubię oceniania ludzi po pozorach, ale wiem też, że dzięki temu poznaje się prawdziwych przyjaciół, bo przecież tylko wytrwali potrafią dostrzec to czego nie chcieli inni. I w tym momencie dochodzimy do sedna sprawy, czyli do tego po co założyłam tego bloga. Jestem marzycielką, często tworzę sobie w głowie sytuacje, które tak naprawdę nigdy się nie zdarzą, ale mimo wszystko uwielbiam to robić. Odchodzę wtedy w inny świat, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, może i można by nazwać to tchórzostwem, ale w sumie mam to gdzieś. Blog powstał po to, abym mogła wyładować te swoje "scenariusze", gdzieś to zapisać. Dlaczego akurat Justin Bieber? Dużo ostatnio czytałam o tym człowieku, spędzałam godziny na przeglądaniu stron na fejsie o nim, czytałam różne artykuły, wypowiedzi Beliebers, obejrzałam filmy i załamałam się tym jak wielu ludzi ocenia tego człowieka po pozorach. Nie znając go, czytając jakieś głupie plotki na jego temat, po prostu oceniają. Znam to z własnego doświadczenia, jednak nie potrafię sobie nawet wyobrazić tego co czuje on. Tysiące ludzi, którzy nigdy go nie poznali mają odwagę go obrażać. Oczywiście on popełnia błędy, ale przecież KAŻDY z nas to robi! Tylko różnica tkwi w tym, że na Justina patrzy cały świat, obserwują każdy jego krok, a niektórzy czekają tylko na to, aż popełni błąd, z nami jest inaczej, na nas patrzy garstka ważnych dla nas osób. Oczywiście zdarzają się też Ci, którzy życzą nam źle, ale nie w takim stopniu. Ja również go nie znam, patrzę na niego z boku, ocenić jego osobę mogę jedynie poprzez innych ludzi, jednak staram się go zrozumieć, bo przecież kto z nas poradziłby sobie bez skazy z takim natłokiem? Patrząc na niego widzę tylko trochę zagubionego młodego człowieka, bez chwili prywatności, który musi uważać na to co mówi i co robi, każde jego wyjście budzi ogromne zamieszanie a najgorsze chyba w tym wszystkim jest to, że musi uważać na to komu ufa. Jednak widzę też chłopaka, który stara się robić to co kocha, bo wie, że są też Beliebers, które były przy nim zawsze, które są dla niego najważniejsze i skoczą za nim w ogień. Jego historia natchnęła mnie do napisania własnej, trochę miłosnej, właśnie z Justinem w roli głównej. To był taki "mały" wstęp. Następnie zacznę opowiadać wam moją historię.. Siema!