sobota, 19 kwietnia 2014
7
Było dość ciepło, więc postanowiłam do domu wrócić pieszo i nacieszyć się Wrocławiem nocą. Szłam wolnym krokiem, w moich słuchawkach płynęły spokojne dźwięki jakiś smutów. Czasami nie wiedziałam dokąd zmierzam, nie chciałam być pionkiem w grze moich rodziców, którzy mieli już dla mnie wytyczoną drogę. Najlepsza szkoła, studia, wymarzona praca, wymarzona dla nich, nie dla mnie. Chciałam pójść swoją drogą i popełniać własne błędy. Zawsze starałam się być niezależna i nienawidzę kiedy ktoś próbuje mi mówić co mam robić. Z rozmyśleń wyrwała mnie ciemna postać pojawiająca się znikąd przed moim ciałem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam twarz Michała. Widziałam po nim, że był wkurzony, miał te ogniki w oczach, wydawało mi się, że jest naćpany. Ściągnęłam słuchawki a on zaczął mówić: "I co kurwa? Myślałaś, że tak po prostu mnie zostawisz?" Nie poznawałam go, nigdy nie wzbudził we mnie takiego strachu. To już nie był mój Michał. Próbowałam odejść, jednak zablokował mnie swoim ciałem. "Uspokój się, porozmawiajmy spokojnie", chciałam jakoś załagodzić sytuację, jednak wydawało mi się, że mój głos denerwuje go jeszcze bardziej. "Wiem, zniszczyłem nas, zachowałem się jak ostatni skurwiel, ale zrozumiałem! Chciałem wrócić, próbowałem to wszystko naprawić, odzyskać Cię, zmieniłem się! A Ty co kurwa zrobiłaś?! Dałaś się wyruchać, a potem wyszłaś jak gdyby nigdy nic! Kajetan mówił, że w szkole kleiłaś się do jakiś pedałów. Jesteś szmatą! Rozumiesz?!" w tym momencie mocno szarpnął mnie za ramiona, jego głos był przepełniony rozpaczą i bólem, ale co ja miałam z tym zrobić? "Michał proszę, przecież da się to wszystko wyjaśnić, nie wiem co Kajetan Ci naopowiadał, ale nie jest to prawdą." " Nie kłam kurwo, szybko chciałaś się pocieszyć, a może kiedy jeszcze byliśmy razem już się puszczałaś?! Na pewno tak!" Jego twarz była coraz bliżej mojej, wygadywał jakieś bzdury i bałam się , że w końcu mnie uderzy, ale on dalej mówił, był bliski płaczu. "Skoro nie będziesz moja, nie będziesz też nikogo innego, nie pozwolę żeby ktoś Cię dotykał, tylko ja Cię kocham i nikt inny nie może dać Ci takiej miłości. Przysięgam, że będziemy już zawsze razem. Nie zostawię Cię samej, będę cały czas przy Tobie. Chwila bólu i czeka nas wieczność." Jego trzęsące się dłonie wodziły po moich plecach, stałam jak sparaliżowana nie wiedząc co robić, kiedy z tyłu usłyszałam męski głos "Hej wszystko w porządku?". Nie zdążyłam nawet się odwrócić kiedy Michał krzyknął "Odpierdol się, nie Twoja sprawa!". Jednak mężczyzna nadal nie odpuszczał, a ja w duchu dziękowałam, że się pojawił, to było jak zabawienie. "Puść mnie!" krzyknęłam. "Nie słyszałeś? Puść tą dziewczynę!" Michał odepchnął mnie z taką siłą, że upadłam na ziemię i uciekł. Mężczyzna podszedł do mnie i pomógł mi wstać, zaczęłam płakać, dłonie trzęsły mi się jak nigdy dotąd. Byłam w szoku, czułam jak w środku rozpadam się na kawałki. Jak się okazało mój wybawiciel nazywał się Marcin i wyglądał na jakieś 19 lat. Zaproponował, że odwiezie mnie do domu, nie miałam w zwyczaju wsiadać z obcymi osobami do auta, ale czy tego wieczoru mogłoby mi się przydarzyć jeszcze coś gorszego? A poza tym nie wiedziałam gdzie znajduje się Michał. Przez całą drogę nie odezwałam się, oprócz tego, żeby wytłumaczyć Marcinowi gdzie mieszkam. Nadal nie potrafiłam dojść do siebie. Bałam się, tak cholernie i pierwszy raz w życiu się bałam. Odprowadził mnie pod same drzwi, a jedyne co byłam w stanie z siebie wydusić to ciche "dziękuję" rzucone w jego stronę zanim zniknęłam za drzwiami mieszkania. Moja mama nie spała i chyba po raz pierwszy zauważyła, że coś jest ze mną nie tak. W sumie ciężko było tego nie zobaczyć, w moich trzęsących się dłoniach nie potrafiłam nawet utrzymać kluczy. Przytuliła mnie a ja zaczęłam ryczeć jak małe dziecko. Potrzebowałam jej, bardziej niż kiedykolwiek. Mimo tego, że zawsze starłam się być silna i radzić sobie ze wszystkim sama, w tej sytuacji pragnęłam tylko bezpiecznych ramion matki. Nie zadawała pytań, po prostu kazała mi pójść na górę, przebrać się i wskoczyć pod kołdrę, zrobiłam to jak automat a chwilę później mama stała w drzwiach mojego pokoju z ciepłą herbatą i jakimiś prochami na uspokojenie. Opowiedziałam jej wszystko od początku. Owszem znała Michała i zawsze uważała go za fajnego chłopaka, ale nienawidziła jego tatuaży. Dopiero teraz poznała całą historię naszego związku. Pierwszy raz w życiu rozmawiałam z nią szczerze i czułam, że mnie słucha. Kiedy doszłam do wydarzeń dzisiejszego wieczoru, wkurzyła się strasznie, nigdy nie widziałam jej aż tak złej. Z jej ust padły słowa " Nie pozwolę żeby ktoś skrzywdził moją córkę.", nigdy tak bardzo nie czułam, że jej na mnie zależy i mimo tej całej sytuacji to było jej jasnym punktem, w końcu poczułam miłość mojej matki do mnie, przestałam traktować ją jak obcą osobę. Przytuliła mnie, powiedziała, że ona wszystko załatwi i wyszła, jednak zanim zdążyła wrócić tabletki zaczęły mnie działać i odpłynęłam w śnie, chociaż był on wyjątkowo niespokojny. Około 8 rano obudziły mnie krzyki mojego ojca dobiegające z dołu, wyskoczyłam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Tata krzyczał do telefonu a mama siedziała na kanapie, podeszłam do niej żeby dowiedzieć się co się stało. Kiedy mój tata dowiedział się o sytuacji ze mną, od razu zadzwonił do swojego prawnika i na policję, po czym okazało się, że Michał znajduje się w areszcie, miał przy sobie nóż i zaatakował jakiegoś faceta wracającego z imprezy. Doszło do mnie, że przecież mógł mnie zabić. Poczułam jak z moich oczu płyną łzy, a ręce znowu zaczynają drżeć. Michał był pod wpływem silnych narkotyków i praktycznie nic nie pamiętał z wczorajszego wieczoru, więc ciężko będzie mu cokolwiek udowodnić. Mój ojciec postanowił znaleźć chłopaka, który mi pomógł. Ja natomiast chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć, znowu poczuć się bezpiecznie, chociaż wiedziałam, że nie będzie łatwo, ponieważ ta sprawa tak szybko się nie skończy. Jak miałam po tym wszystkim żyć normalnie z myślą, że chłopak, którego tak bardzo kochałam chciał mnie zabić? Chciałam uciec, jak najdalej, wyłączyć myślenie. Jedno wiedziałam na pewno, mimo tego, że działał pod wpływem jakiegoś gówna, nigdy mu tego wybaczę. Nie ma już szansy powrotu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz