Ciężki dzień, nawet bardzo. Szkoła, okropna pogoda,deszcz przez który jestem cała mokra, ludzie, którzy mnie dzisiaj wyjątkowo mocno irytowali, to wszystko sprawiło, że marzyłam tylko o tym, aby położyć się pod ciepłą kołdrę. Weszłam do mieszkania, było duże, nawet bardzo, ale jak zwykle puste. Odkąd skończyłam 18 lat moi rodzice jakoś przestali się mną specjalnie interesować, czasami miałam wrażenie, że przez całe życie zajmowali się mną "bo wypadało", większość swojego dzieciństwa i tak spędziłam z nianią. Ich nigdy nie było w domu - "robili karierę i powinnam im dziękować, że mam wszystko czego chcę, bo inni mają w życiu o wiele gorzej", tymi słowami z ich strony kończyła się zazwyczaj każda moja próba dojścia do porozumienia z nimi. Jako mała dziewczynka pragnęłam tylko tego, aby mama chociaż raz w tygodniu położyła mnie spać zamiast pani Basi, nie interesowały mnie ich pieniądze, tylko to co mają w środku. Z czasem jednak zrozumiałam, że to już nigdy się nie zmieni i po prostu zaczęłam ich ignorować, widzieć w nich tylko kasę. Może i jest to wredne, ale sami sobie na to zasłużyli. Udałam się do pokoju, mojego azylu, w którym czułam się bezpiecznie i wiedziałam, że jest to tylko moje miejsce. Był piękny i duży,właściwie to podzielony a trzy części: mini salonik do nauki i spędzania czasu z przyjaciółmi, sypialnia i garderoba- tak jak chciałam, sama go urządziłam.
Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż, związałam włosy w luźnego koka i wskoczyłam w dres. Z myślą, że dzisiejszy, piątkowy wieczór spędzę w domu zeszłam do kuchni, aby w końcu coś zjeść. Odpaliłam laptopa, weszłam na fejsa i od razu wyświetliła mi się wiadomość od mojej najlepszej przyjaciółki, Mariki " Hej mała :* jaki humorek dzisiaj?" Od razu opisałam jej ten cały okropny dzień. Była śliczna, zawsze uśmiechnięta, kochana i chyba jako jedyna osoba znosiła każdy mój zły humor, narzekanie na cały świat i wiedziała o mnie wszystko. Kiedy skończyłam Marika wysłała mi link, włączyłam, a w moich głośnikach rozbrzmiały delikatne dźwięki gitary i pierwsze słowa, po chwili popatrzyłam na tytuł "Be alright" Justin'a Bieber'a. Nigdy wcześniej nie słyszałam tego utworu, ale jakoś wpadł mi w ucho i po chwili znałam już cały refren. No tak, zapomniałam dodać, że Marika jest zapaloną Beliebers i wyznaje zasadę, że na wszystko najlepszy jest Justin. Czasami trochę przerażało mnie jej zachowanie, nie wiedziałam, że o obcym człowieku można wiedzieć tak wiele! Znała każdy fakt z jego życia, o której godzinie się urodził, w jakim kocyku, co powiedział i kiedy, wiedziała gdzie się aktualnie znajduje i śledziła wszystko co robi. Niekiedy miałam wrażenie, że wie o nim więcej niż on sam, więcej niż o mnie lub więcej niż o samej sobie. Ale wiem też, że go kochała i ta myśl, że może kiedyś go spotka podtrzymywała ją w najgorszych chwilach. Mnie także próbowała wciągnąć w ten świat Biebera, ale się nie dałam. Nie, żebym coś do niego miała, ale nigdy nie rozumiałam tego całego zamieszania wokół jego osoby, tego jak opisywały o media i tego jak bardzo przerażały mnie jego fanki, wiedzące o nim wszystko. Kiedy skończyło się "be alright" zaczęłam przełączać na inne piosenki Justina, okazały się całkiem spoko, tłumaczyłam sobie ich teksty, próbowałam je zrozumieć. Całkowicie się w to wciągnęłam, wyłączyłam od świata, zaskakiwałam samą siebie. Zanim się obejrzałam minęły dwie godziny a ja nadal wsłuchiwałam się w te melodie, teksty, oglądałam koncerty. Wiedziałam, że Beliebers nie zostanę, ale nie powiem, bo trochę mnie ten świat wciągnął. Z tego Bieberowego świata wyrwał mnie dźwięk telefonu, odebrałam, a w słuchawce usłyszałam dobrze znany mi głos, który kiedyś wzbudzał we mnie drgawki, sprawiał, że się uśmiechałam. No właśnie, kiedyś, dzisiaj odbierałam już od niechcenia, być może dlatego zapomniałam wam o tym człowieku wspomnieć. Michał. Tylko Michał? Nie, nie tylko, Michał jeszcze niedawno był najważniejszym człowiekiem w moim życiu, każdy jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze, każdy uśmiech wywoływał uśmiech na mojej twarzy, każde słowo wypowiedziane z jego ust sprawiało, że nie chciałam żeby przestawał. Byliśmy, a właściwie to chyba jesteśmy nadal, parą od jakiś 2 lat. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy, rzadko kiedy się kłóciliśmy, a jeśli już to o jakieś bzdury i nagle wszystko się zmieniło. Michał poznał nowe towarzystwo, kolesie, którzy dla niego byli "ziomkami" we mnie budzili zwykły strach. Siłownia, motory, drogie samochody, imprezy i laski na pęczki- to był ich świat. Oczywiście na początku imponowało mi to jak wygląda na motorze, jak jego ciało zmieniło się przez siłownię oraz jak w klubie odpychał wszystkie klejące się do niego laski i podchodził do mnie. Był przystojny i dużo dziewczyn go podrywało, ale jednak dawał mi poczucie bezpieczeństwa, budził we mnie zaufanie i wiedziałam, że mogę mu ufać. Kochałam go i ciężko mi było uświadomić sobie, że się zmienił, że to nie jest już ten sam człowiek, z czasem nie byłam najważniejsza. Wszystko tylko nie ja. Mimo ogromnego bólu postanowiłam odpuścić, zapomnieć, jednak on nie dawał mi takiej możliwości. Myślał, że jestem zabawką, którą sobie weźmie, pobawi się, a potem pójdzie do kolegów. Nie chciałam dawać się tak traktować, jednak zbyt często mu ulegałam. "Cześć bejbe. Ogarniemy coś dzisiaj?" Odezwał się pierwszy raz od tygodnia i jeszcze mi leci z jakimś "bejbe"! Strasznie się wkurzyłam i rzuciłam słuchawką. Jednak on nadal nie dawał za wygraną...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz