Do you want to be one less lonely girl?
środa, 4 czerwca 2014
13
Długo zastanawiałam się czy odebrać, jednak w końcu złamałam się i nacisnęłam delikatnie zieloną słuchawkę. "Czego chcesz?" wycedziłam przez zaciśnięte zęby, po drugiej stronie usłyszałam zachrypnięty smutny głos Michała: "Nie martw się, nie chcę się spotkać ani też Cię nękać. Chcę tylko przeprosić. Wiem, że to nic nie zmieni, nie wystarczy i wiem, że nie chcesz mnie znać, co w ogóle mnie nie dziwi, ale chcę żebyś wiedziała, że tamtego wieczoru nie byłem sobą i nadal nie mogę sobie tego wybaczyć Tego, że potrafiłem skrzywdzić kogoś na kim tak bardzo mi zależy. Nie zasługiwałaś na to. Pamiętaj, że Cię kocham, zawsze będę przy Tobie i nie pozwolę aby ktokolwiek już zrobił Ci krzywdę. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Trzymaj się mała. Kocham Cię." W moich oczach stanęły łzy, nie wiedziałam co powiedzieć, jednak zanim zdążyłam się odezwać przerwał mi dźwięk zakończonego połączenia. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, wierzyłam, że to co mówił było szczere, ale niewystarczające do tego, żebym mu wybaczyła i żeby jeszcze kiedyś między nami było dobrze. Zranił mnie, potrzebowałam czasu. W głowie miałam ten cholerny mętlik. Moje myśli krążyły między Justinem a Michałem. To były dwa różne światy. Z Michałem łączyła mnie silna więź emocjonalna, miłość, jednak za bardzo starał się mnie podporządkować pod siebie i swój "nowy" tryb życia. Kochałam go szczerze, ufałam mu i spędziliśmy razem wiele cudownych chwil. Czas wszystko zmienił, czułam, że muszę pójść dalej, przestać tkwić w tym co mnie mnie niszczy, próbować się rozwijać. Miłość do Michała to rozdział dla mnie zamknięty, zawsze będę do tego wracała myślami, będę miała sentyment, ale to wszystko. Z Justinem miało być zupełnie inaczej. Przy nim czułam, że mogę być całkowicie sobą, mogę śmiało wyrazić swoje zdanie i nie bać się jego reakcji. Wiele nas łączyło, mieliśmy wspólne zainteresowania, podobne poczucie humoru, czułam, że znam go od wielu lat. Mimo, że wszystko zaczęło się kilka dni temu to jego bliskość dawała mi poczucie bezpieczeństwa, jego dotyk sprawiał, że drżałam, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Przy nim dawałam się porwać nieznanym dotąd emocjom, chciałam żyć chwilą i czerpać z niej jak najwięcej. Moje dotychczasowe, poukładane choć nieco zakręcone życie zburzył jeden jego uśmiech. Tylko prześladowała mnie niepewność co dalej będzie. Nawet nie wiem kiedy zleciała mi droga, bo nim się zorientowałam pociąg powoli wtaczał się na wrocławski dworzec. Zamówiłyśmy taksówkę, która najpierw podjechała pod dom Mariki. Stwierdziłyśmy, że jesteśmy zbyt zmęczone, żeby jeszcze dzisiaj się zobaczyć, a poza tym na drugi dzień miałyśmy wrócić do szkoły. Zbliżał się koniec roku szkolnego, więc przydałoby się trochę podciągnąć oceny. Chociaż nie było z nimi źle, nigdy nie miałam jakiś większych problemów z nauką większość materiału podchodziła mi z łatwością. Otwierając drzwi mieszkania szybko ogarnęłam, że jak zwykle jest ono puste. Na stole w kuchni leżała kartka "Jesteśmy u cioci Ani na urodzinach. Będziemy późno. W lodówce masz kolacje. Buziaki, mama." Takim to dobrze, na imprezy w tygodniu chodzą. Nawet nie spojrzałam w stronę lodówki, nie czułam się głodna, więc zamiast tego weszłam na górę, rzuciłam walizkę na łóżko i postanowiłam wziąć gorący prysznic na rozluźnienie. Wszystko robiłam powoli i bez pośpiechu, myślami byłam bardzo daleko od miejsca, w którym się znajdowałam. Nic mnie nie interesowało, nawet to co działo się u moich znajomych podczas naszej nieobecności. Po wyjściu z łazienki rozpakowałam walizkę, osuszyłam ręcznikiem jeszcze trochę wilgotne ciało i założyłam na nie ciepłą piżamę. Szybko przygotowałam się do szkoły i biorąc w dłoń laptopa wskoczyłam pod kołdrę. Następne dwie godziny spędziłam na oglądaniu zdjęć Justin, słuchania jego głosu w wywiadach i piosenkach oraz czytaniu sterty bzdur na jego temat. Czułam się jak jakaś psycholka, jednocześnie nie mogąc uwierzyć, że jeszcze kilkanaście godzin temu leżałam w jego ramionach. Zasnęłam z laptopem, na którego ekranie wyświetlone było nasze zdjęcie i ten cudowny uśmiech. Nad ranem zamiast dźwięku budzika obudził mnie sygnał połączenia. Pierwszą moją myślą było, że to Justin, bo przecież jeśli już doleciał to byliśmy w innych strefach czasowych. Jednak wyświetlił mi się numer, którego dotychczas nie miałam w swoim spisie kontaktów. "Halo?" powiedziałam do słuchawki zaspanym głosem. "Julia? Z tej strony mama Michała."- płakała. To co usłyszałam później kompletnie wbiło mnie w ziemię. Jedyne czego chciałam w tamtej chwili to obudzić się z tego snu..
czwartek, 22 maja 2014
12
WŁĄCZ ZANIM ZACZNIESZ CZYTAĆ!
Usłyszałam głośne kroki na korytarzu hotelu, tak jakby ktoś bardzo się spieszył. Zerwałam się i szarpnęłam za klamkę, miałam nadzieję, że to był on i nie pomyliłam się. Stałam na środku cała zapłakana a Justin biegł w moją stronę.


Zdyszany chwycił mnie za uda, podniósł i przycisnął moje ciało do ściany, jednocześnie napierając na mnie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyły nam głębokie spojrzenia. Wiedziałam, że w tych czekoladowych tęczówkach jest wszystko to czego pragnęłam i czego tak długo szukałam. Justin delikatnie wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, położył na łóżko i nasze do tej pory delikatne i nieśmiałe pocałunki zamieniły się w bardziej namiętne.
Wiedziałam, że tego chcę i czułam, że on także. Jego dłonie wodziły po moich plecach, dochodząc do rozpięcia stanika. Poddałam się temu bez opamiętania. Czułam przyśpieszony oddech Justina, kiedy delikatnie przygryzał moje ucho. Zdarłam z niego koszulkę, a moim oczom ukazała się wyrobiona klata, jego ciało było rozpalone, a żyła na szyi pulsowała. Moje powieki odpadły i całkowicie oddałam się ruchom Justina, tym jak delikatnie wkładał swoją dłoń pod moje koronkowe majtki. To była jedna z chwil, które miały trwać wiecznie. Był bardzo ostrożny, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę, to było strasznie słodkie. Twierdziłam, że seks z Michałem był najlepszy w moim życiu, dopóki nie zaznałam tego. Nie wiedziałam, że może być on tak cholernie słodki, delikatny i piękny. Cała drżałam, nie musiałam na niego patrzeć, wystarczyło, że czułam jego obecność i dotyk, a samo to mnie podniecało. Otworzyłam oczy i ujrzałam jak białe zęby Justina wyłaniają się w uśmiechu. Musnął moje usta w pocałunku i położył się obok mnie, jednak nasze dłonie nadal pozostawały w mocnym uścisku. "Dziękuję." wyszeptał do mojego ucha, po czym ja wtuliłam się w jego ciepłe ramiona. Rozmawialiśmy o tym co będzie dalej, z moich oczu leciały łzy, które Justin starał się jak najszybciej ocierać. Ustaliliśmy, że na razie on wyjeżdża, ja wracam do domu, a to co będzie dalej niech pozostanie dla nas niespodzianką. Do tej pory żyliśmy chwilą, więc dlaczego teraz nie miałoby się udać? Cierpiałam, widziałam po nim, że on także nie pozostawał obojętny na to co się stało. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam wtulona w jego klatkę piersiową, słuchając jak już spokojniej oddycha. Po przebudzeniu Justina nie było obok mnie, leżała tylko kartka "Musiałem już lecieć. Przepraszam, że Cię nie obudziłem, ale kiedy śpisz jesteś jeszcze piękniejsza. Nie żegnam się, bo niedługo znowu się zobaczymy. Odezwę się jak dolecę. Twój Justin." Uśmiechnęłam się przy słowach "kiedy śpisz jesteś jeszcze piękniejsza", na pewno tak jest, bo wtedy nie gadam. Do pokoju weszła ucieszona Marika, byłam pewna, że równie dobrze udała jej się dzisiejsza noc. Jedyne czego jej zazdrościłam to, to, że Kamil także mieszka we Wrocławiu, tylko, że wraca tam za tydzień. Poszłam pod prysznic i zaczęłam się ogarniać. Po wyjściu z łazienki zauważyłam, że do pociągu mamy jeszcze dużo czasu, więc zrobiłam nam kawę, usiadłyśmy wygodnie na łóżku i zaczęłyśmy opowiadać sobie co działo się w nocy. Kamil okazał się romantykiem i zabrał Marikę romantyczną kolację, a nie tak jak myślałyśmy na imprezę. Cieszyłam się jej szczęściem, bo w końcu udało jej się znaleźć fajnego kolesia, chociaż jak na nią to wszystko potoczyło się bardzo szybko. Przeważnie potrzebowała jakiś 2 miesięcy, żeby zaufać kolesiowi albo chociaż go pocałować. Starałam się przy niej nie płakać, nie chciałam psuć jej szczęścia, ale i tak zauważyła, że coś jest nie tak. Ale jak to Marika zamiast mówić "będzie dobrze" po prostu przytuliła mnie mocno do siebie i pozwoliła pomilczeć. Zawsze przy niej nie czułam tej presji powiedzenia co mi jest, wiedziałam, że mogę z nią porozmawiać o tym w każdej chwil i niczego nie będzie ode mnie wymagać. Zamówiłyśmy taksówkę, wymeldowałyśmy się z hotelu, rzuciłyśmy jeszcze jedno spojrzenie na Łódź i pojechałyśmy na dworzec. To wszystko robiłam jak w amoku, nie chciałam wracać do rzeczywistości. Wiem, że to był najlepszy wyjazd, który zmienił moje życie. Kiedy już zajęłam wygodne miejsce w pociągu, założyłam słuchawki (WŁĄCZ), wlepiłam się w szybę, ale zamiast widoków za oknem przed oczami miałam wszystkie chwile spędzone w Łodzi. To było jak taki mój własny film, koncert, M&G, uśmiech Justina, szalejące fanki, siedzenie przy basenie, pocałunki, kolacje, oglądanie filmów, granie w bilarda, robienie głupich zdjęć, bawienie się w ganianego po całym hotelu.
Znowu chciało mi się płakać, ale byłam silna, bo przecież to nie był koniec, to dopiero początek. To nie może się spieprzyć, w końcu zasługuję na szczęście. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, "Michał". Kurwa, no to witamy ponownie...poniedziałek, 12 maja 2014
11
Tak więc moje postanowienie poszło się jebać.. Byłam zauroczona osobą, jaką był Justin. Kilka następnych dni było jak z bajki. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, rozmawialiśmy, śmialiśmy się i zwiedzaliśmy. Jednak nie mogliśmy zbyt często opuszczać hotelu, ponieważ udało nam się utrzymać w tajemnicy to, że Justin został w Łodzi. Marika poznała bardzo fajnego i do tego mega przystojnego kolesia, Kamila. Nie opuszczali siebie na krok, więc nie miałam wyrzutów sumienia z powodu tego, że ze względu na Justina nie spędzam z nią zbyt wiele czasu. No i dzięki Kamilowi nie przeszkadzało jej to, że "miłością jej życia" woli mnie.Poznała Justina z innej strony i dzięki temu zobaczyła, że to jest normalny chłopak, co pozwoliło jej nieco ochłonąć. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, dzięki temu prawie nie myślałam o Michale i ostatnich wydarzeniach. Żyłam moim snem i starałam się nie myśleć o rzeczywistości, która jednak dała o sobie znać. Pewnego wieczoru, kiedy oglądaliśmy film, Justin oznajmił mi, że jutro jest nasz ostatni wspólny wieczór, ponieważ musi wracać. Kurwa, jedyny chłopak w moim życiu, przy którym czułam się tak cholernie dobrze, musi wyjechać?! Dlaczego musiałam zauroczyć się akurat w nim? Myśl, że mogę go widzieć ostatni raz prześladowała mnie przez resztę nocy. Następny dzień miał być tylko nasz. I tak też się stało. Od rana nie widziałam Justina, coś szykował, coś co miało być dla mnie niespodzianką. Jedyne co wiedziałam to tyle, że mieliśmy spotkać się na dachu hotelu. Dobrze, że dzień wcześniej byłyśmy na zakupach i wyhaczyłam piękną sukienkę. Wzięłam szybki prysznic, ułożyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż, pożyczyłam buty od Mariki, ubrałam się i wyszłam do Justina, który czekał przed drzwiami.
Kiedy mnie zobaczył z jego ust wydobyło się ciche "wow." Zarumieniłam się, a on objął mnie w pasie i delikatnie przyciągnął do siebie jednocześnie całując mnie w policzek. Staliśmy tam chwilę, a następnie Justin złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić schodami w stronę dachu hotelu. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi zaparło mi dech w piersi. Było pięknie, zachód słońca, świece, stolik z kolacją i romantyczna muzyka. Dopiero wtedy zobaczyłam jak Justin cudownie wygląda.
Z wrażenia nie mogłam wydobyć z siebie słowa, więc mój towarzysz przejął inicjatywę. Poczułam jego duże dłonie na swoich biodrach i to jak porusza się w rytm muzyki.
Sen, bajka? Nie wiem jak to nazwać, ale na pewno nie miałam zamiaru się budzić. Liczyła się dla mnie tylko ta chwila i Justin. "Jesteś cudowna, już nigdy nie chcę wypuszczać Cię ze swoich ramion." szepnął mi do ucha. "Przecież oboje doskonale wiemy, że to koniec." odpowiedziałam, a po policzku zaczęła mi spływać łza, którą szybko otarł. "Nie pozwolę Ci odejść, to jest dopiero początek.", chciałam mu odpowiedzieć, jednak zatkał mi usta. "Ciii, nie paplaj już tylko daj mi się w końcu pocałować.", powiedział, po czym poczułam dotyk jego malinowych ust na swoich, delikatnie muśniętych błyszczykiem o smaku czekoladowym. Prawie jak Jego oczy.
To był nasz pierwszy pocałunek i miałam nadzieję, że nie ostatni. Kurwa, co się ze mną dzieje? Nigdy nie byłam tak cholerną romantyczką. Ale ruszało mnie to, że człowiek udający twardziela, mogący mieć każdą dziewczynę, w ciągu kilku dni opowiedział mi prawie całe swoje życie i do tego był dla mnie delikatniejszy niż ktokolwiek inny. Miał w sobie coś co mnie rozczulało i do tego strasznie go pragnęłam. Ale nie, nie mogłam wyjść na napalona wariatkę. Kolejny raz nie mogliśmy oderwać się od rozmowy tak bardzo, że nawet nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się jasno. Mieliśmy szczęście, że noc była wyjątkowo ciepła. Wtuleni w siebie popatrzyliśmy ostatni raz na miasto i weszliśmy do hotelu.
Justin odprowadził mnie pod drzwi pokoju, Marika spała u Kamila, więc zdawałam sobie sprawę z tego, że rozkleję się zaraz po tym jak on odejdzie. Przytulił mnie, wtuliłam się w jego umięśniony tors. Byłam pewna, że to są właśnie te ramiona, w których czuję się najbezpieczniej i w których chcę zasypiać każdego wieczoru i budzić się każdego ranka, aż do końca życia. Tłumiłam w sobie łzy, nie chciałam tego kończyć, ale Justin oderwał mnie od siebie i ponownie tej nocy delikatnie mnie pocałował. "Chcę żebyś wiedziała, że jeszcze się spotkamy. Będę o Ciebie walczył, za wszelką cenę. Do zobaczenia niedługo, kochanie." Musnął ustami moje czoło i jeszcze przez chwilę patrzyłam jak odchodzi, dość niepewnym krokiem. Odwrócił się i pomachał mi dłonią. Weszłam do pokoju, zsunęłam się po drzwiach i tak jak się spodziewałam kompletnie się rozkleiłam. Możliwe, że po zaledwie kilku dniach mogłam się w nim zakochać? Nie! Ja się tak szybko nie zakochuję. Kurwa.
niedziela, 11 maja 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
10
"Śledzisz mnie?" zapytałam z wrednym uśmieszkiem. Po minie Justina widziałam, że coś jest nie tak. Taa, jak nie Marika to ja, przecież mówiłam do niego po polsku. Powtórzyłam to samo tylko już po angielsku, a na jego twarzy pojawiło się zawstydzenie. "Nie, ja tylko chciałem się przejść i pomyśleć, ale skoro już jesteśmy tu oboje to mogę się przyłączyć?". Był słodki jak to mówił, więc się zgodziłam.
Całkiem fajnie nam się rozmawiało, mówił o wszystkim, ale najwięcej o muzyce i o rodzinie. Widać było, że jest to dla niego najważniejsze. Zbyt szybko oceniłam tego człowieka, ale w sumie jak miałam postąpić? Media przedstawiają go w okropny sposób i pokazują jego najgorsze życiowe sytuacje. Jednak on był inny, przynajmniej tak mi się wydawało. Szybko znaleźliśmy wspólny język i po raz pierwszy od bardzo dawna rozmawiałam z kimś tak bardzo szczerze. Chciał wiedzieć o mnie wszystko, więc mu to opowiedziałam, nawet o Michale. Był w lekkim szoku i powiedział, że nie zasługuję na to, aby ktokolwiek mnie w ten sposób traktował i w końcu powinnam uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Niby zwykłe słowa, można powiedzieć, że banalne, jednak w tamtej chwili zrozumiałam, że przez cały ten czas zaślepiała mnie miłość do niego. Po tych trudnych dla nas obojga tematach, Justin postanowił rozładować napięcie. "Słuchaj, myślałem dzisiaj o tym co powiedziałaś..". Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi, dopóki nie wstał:
"Naprawdę jest aż tak źle?". Powiedział to z tak poważną miną, że wahałam się czy on aby na pewno żartuje, jednak po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem. Siedzieliśmy, wygłupialiśmy się, Justin nawet próbował zmusić mnie do tego abym zaśpiewała trzymając mnie nad basenem, jednak się nie dałam. Czułam się cudownie w jego towarzystwie, dziwne, że znałam go zaledwie kilka godzin, a dawał mi takie poczucie bezpieczeństwa. Co jakiś czas Justin chodził do baru po drinki, więc oboje mieliśmy już dobrze w głowie i zachowaliśmy się jak małe dzieci bawiąc się w berka. Dobrze, że nikt tego nie widział. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest sen, a ja po prostu śpię sobie słodko w hotelowym łóżku, jeszcze mocniej zaczęłam nad tym rozmyślać kiedy spojrzałam w bok, gdzie stał Justin w samych bokserkach. Po czym poznałam, że to nie sen? Po tym jak wrzucił mnie w ciuchach do zimnej wody w basenie! No super, kolejny nowo poznany koleś widzi mnie w spływającym makijażu. Byłam w szoku, natomiast Justin miał niezły ubaw: "Przepraszam, że wrzuciłem Cię w ubraniu,ale z uwagą na Twoje wcześniejsze zachowanie wobec mnie, nie mogę pozwolić sobie na dokończenie trasy z podbitym okiem. Ale jeśli chcesz to zawsze możesz się rozebrać." Na początku byłam strasznie wkurzona, ale alkohol rozpływający się w mojej krwi, spowodował, że szybko mi przeszło i zaczęliśmy się świetnie bawić.
Czułam, że jest mi coraz bardziej zimno, więc wyszliśmy z wody. Moje ubrania były całe mokre, nie chcąc się przeziębić rozebrałam się do stanika i majtek, a Justin przykrył mnie swoją bluzą. Usiedliśmy na leżakach, wzięliśmy drinki i kontynuowaliśmy nasze rozmowy. Wierzyłam w każde jego słowo, nawet wtedy, gdy powiedział, że spotyka tysiące ciekawych ludzi, wartych uwagi dziewczyn, ale nie sądził, że dopiero w Polsce spotka kogoś, przed kim tak bardzo się otworzy. Nie chciałam, aby te chwile się skończyły, ale w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że za oknem wschodzi słońce, spojrzałam na zegarek, na którym była 5:00. Tak dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, że nawet nie zwracaliśmy uwagi na mijający czas. Postanowiliśmy wrócić do pokoi, nim ktoś się zorientuje, że nie było nas całą noc. Justin chciał żebyśmy utrzymywali jeszcze kontakt i poprosił mnie o numer telefonu. Pocałował mnie w policzek i odszedł, a ja poczułam w sobie dziwny smutek. Weszłam do pokoju, wzięłam szybki prysznic i nie mogąc zasnąć jak zwykle zaczęłam myśleć. Wiedziałam, że nie radzę sobie z życiem. Czasem mam wrażenie, że jestem jak takie małe dziecko, które nie wie co, gdzie i kiedy. Potrzebuje kogoś, kto będzie zawsze mi pomagał i wspierał, będzie dodawał otuchy i uczył, jeśli czegoś nie będę umieć, nawet po milion razy, aż zrozumiem. Potrzebuje kogoś, kto będzie się mną opiekował. Czasem mam wrażenie, że nie nadaję się do tego świata. Gdzie znajdę takiego człowieka? Przecież każdy, kto by poznał mnie z tej strony przestraszonej dziewczyny bojącej się żyć, powiedziałby zaledwie " weź się ogarnij, nie przesadzaj". Czuję się bezradna, bezużyteczna, bezskuteczna. Chore jest bać się wszystkiego, bać się życia. Potrzebuje kogoś, kto mnie zrozumie. Kogoś wyjątkowego. Kogoś, przy kim będzie mi się chciało żyć. Czy właśnie tą osobą miał być on? Nie, przecież to Justin Bieber, dobra, poznaliśmy się, spędziliśmy razem fajnie czas, ale on wyjedzie, to nigdy się już nie powtórzy, nawet gdybyśmy mieli utrzymywać kontakt. On będzie gdzieś tam, w świecie, ja we Wrocławiu, to nie ma sensu. Nie mogłam odpędzić od siebie myśli, że to coś wyjątkowego, że tak szybko nie skończy się nasza wspólna przygoda. Miałam nadzieję, że kiedy się obudzę całe to zajaranie jego osobą minie. Kiedy w końcu udało mi się zasnąć, nie potrwało to długo, ponieważ obudziła mnie Marika rozwalająca cały pokój w poszukiwaniu wody. Kiedy opowiadałam jej wydarzenia ostatniej nocy, nie wiedziałam czy jest szczęśliwa, czy bardziej chce mnie zabić. "Dobra, może i spędziłaś z moim Justinem noc, ale kiedy wrócimy do Wrocławia, ja nadal będę pałać do niego platoniczną miłością i śledzić każdy jego krok, a Ty będziesz mnie za to opierdalać i sprowadzać na ziemię. Zrozumiałaś?" Obie zaczęłyśmy się śmiać, jednocześnie wiedząc, że przecież nic nie będzie już takie jak wcześniej.. Kiedy Marika brała prysznic dostałam wiadomość od Justina, że może pozwolić sobie na zostanie w Polsce jeszcze przez kilka dni i ma nadzieję, że będę mu w tym towarzyszyć. Jedno wiedziałam na pewno, te kilka dni minie i nie mogę pozwolić sobie na wkręcenie się, nie chcę znowu cierpieć. Miałam zamiar trzymać się tego postanowienia i za wszelką cenę nie dać mu pozwolenia na zbliżenie się do mnie.
wtorek, 22 kwietnia 2014
9
No dobra, muszę przyznać, że Justin na żywo wyglądał świetnie. Szczególnie w białym garniturze. Marika szalała a ja nie wiedząc czemu, nie mogłam przestać się uśmiechać. Bieber, wykreowany przez media na chama i rozkapryszonego gówniarza na scenie był słodki niczym syrop klonowy, nieśmiały a zarazem seksowny. Podobało mi się to, chociaż jego show było wyreżyserowane od A do Z i nie było tam miejsca na odrobinę improwizacji czy przypadku. Strasznie podobał mi się taniec i jego ruchy, wręcz nie mogłam oderwać wzroku i tak jak wcześniej Marika tym razem ja w pewnym momencie przestałam mrugać. Tłumy szalały a w środku było chyba z 40 stopni, nie dziwię się, że dziewczyny pod sceną mdlały. Mimo tego co mówili o Justinie nie można było odmówić mu talentu, fortepian, gitara, perkusja, wokal i do tego taniec, to wszystko miało w sobie to coś, co przyciąga. Najbardziej rozśmieszyła mnie dziewczyna, która wdrapała się na scenę. No, ale czego się nie robi żeby dotknąć swojego idola? W zasadzie to i tak go nie dotknęła, ale dzięki temu ją zapamięta. Widowisko było naprawdę na bardzo wysokim poziomie i nawet jak dla kogoś, kto nie jest wielkim fanem Justina jest czymś, na co warto zwrócić uwagę. Kiedy z Mariką bawiłyśmy się w najlepsze poczułam lekkie szarpnięcie za ramię. Przez ostatnie wydarzenia od razu odskoczyłam, ale całe szczęście osobą, która to zrobiła okazała się wysoka kobieta z miłym wyrazem twarzy. Zaczęła mówić do mnie po angielsku, w tym momencie wiedziałam, że warto było męczyć się na dodatkowych lekcjach, aby cokolwiek zrozumieć. Chwilę potem padło pytanie "Do you want to be one less lonely girl?", Marika zaczęła piszczeć, ja też się lekko zatrzęsłam. Chyba jako jedyna dziewczyna na świecie w tym momencie się zawahałam, decyzję podjęłam po tym jak zobaczyłam, że dziewczyna przede mną zaczęła strasznie płakać. Widocznie usłyszała pytanie, które zostało zadane w moją stronę. Zrobiło mi się jej strasznie szkoda i powiedziałam kobiecie, która czekała na moją odpowiedź, aby wybrała właśnie ją. Marika uderzyła mnie w ramię i powiedziała, że jestem idiotką, ale ja czułam, że postąpiłam dobrze. Ta dziewczyna pragnęła tego bardziej niż ja, a poza tym wiedziałam, że przecież spotkamy się z nim na M&G. Zdziwiona kobieta odeszła od mnie i podeszła do tamtej dziewczyny, która popatrzyła na mnie, a z jej ust wydobył się krzyk "DZIĘKUJĘ!" co spowodowało ogromny uśmiech na mojej twarzy. Kilka minut później znajdowała się ona na scenie, w objęciach Justina, była piękna i taka szczęśliwa. Tak, wiedziałam, że to mogłam być ja, szczególnie kiedy Marika patrzyła się na mnie z taką pogardą, co wyjątkowo mnie rozśmieszało. Może i bywałam wredna i nieczuła, ale patrząc na tą dziewczynę ani przez chwilę nie miałam wyrzutów sumienia ani też myśli, że postąpiłam źle. Po tej akcji reszta koncertu przebiegała tak jak do tej pory. Tańczyłam, śmiałam się i ogarniałam ruchy Justina. Pod koniec koncertu Marika podała mi białe serduszko, po czym okazało się, że Belibers zorganizowały taką akcję, że zgromadzeni na płycie podnosili do góry czerwone serduszka, a Ci na górze białe. No nie powiem, bo pięknie nam to wyszło i nawet trochę się wzruszyłam kiedy zobaczyłam minę Justina. Stał i po prostu się słodko się uśmiechał, nie spodziewał się, że fani też mogą go zaskoczyć. Jeszcze dwie piosenki i skończyło się, czar prysł. Marika zaczęła płakać, a to było coś, bo ona rzadko kiedy odważyła się płakać. Wiedziałam, że to łzy szczęścia, marzenie, które się spełniło. Co ten chłopak w sobie miał, że wzbudzał w ludziach takie emocje? Zastanawiając się wtedy nad tym nie sądziłam, że niedługo się o tym przekonam. Wraz z tłumem udałyśmy się do wejścia, gdzie miałyśmy zrobić sobie zdjęcie z Justinem. Trzymając Marikę za rękę czułam jak się trzęsie, chociaż starała się to ukryć. W końcu naszym oczom ukazał się on. Wyglądał świetnie i z tego co zdążyłam zauważyć był w bardzo dobrym humorze, przytulał fanki, mówił im, że są piękne.Najbardziej urzekła mnie mała dziewczynka, nie była ona z polski, ale podeszła do Justina i zadała mu kilka pytań, a ostatnim było czy weźmie z nią ślub. To był naprawdę słodki widok.
W końcu przyszła kolej na nas. Jednak zanim pozwolono nam podejść do Justina zjawiła się przy nim kobieta, która podeszła do mnie w trakcie koncertu. Powiedziała coś do niego i wskazała na mnie. "No pięknie", pomyślałam podchodząc do niego powoli. Marika od razu go przytuliła i w zasadzie to nie chciała puścić, paplała coś bez sensu na co Justin się uśmiechał trzymając ją za rękę. Chwilę potem odwrócił się do mnie, spojrzał swoimi dużymi oczami prosto w moje i chyba wtedy zrozumiałam dlaczego Marika ciągle mówiła o zapachu jego perfum, były piękne. W końcu się odezwał "Dlaczego tak piękna dziewczyna nie chciała zostać moją OLLG? Czuję się zawiedziony." Uśmiechnęłam się i opowiedziałam, że moja zastępczymi była równie piękna oraz bardziej potrzebowała spotkania z nim. "To dlaczego więc przyszłaś na mój koncert skoro nie chciałaś się ze mną spotkać?", o proszę, bycie wrednym i słodkim jednocześnie doskonale mu wychodziło, ale przecież ja też tak potrafię. "Nie mogłam znieść ciągłego chwalenie Ciebie przez moją przyjaciółkę, dlatego postanowiłam sama sprawdzić, czy aby na pewno jesteś taki super." Ha! "I co? Zawiodłaś się?". Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć, ale kiedy zauważyłam, że trochę za długo się nie odzywam palnęłam "Nie, dopóki nie podniosłeś koszulki.". Kurwa, zawstydziłam Justina Biebera, przez co sama zaczęłam się rumienić. "Heh, słodka jesteś." rzucił uśmiechając się i nagle między nami pojawił się postawny ochroniarz, przypominając, że inni też czekają, więc zabraliśmy się za robienie zdjęć. Justin zapytał czy może sobie zrobić ze mną zdjęcie swoim telefonem, żeby zapamiętać tak wredną istotę jak ja. Zrobiliśmy więc szybkie zdjęcie i musiałyśmy pójść, czułam jak odprowadza mnie wzrokiem. " Jak ja Cię dziewczyno nie ogarniam! Justin Bieber, tak ten Justin, o którym marzę dniami i nocami podrywa Cię a Ty tak po prostu go zlewasz i do tego jesteś niemiła?! Całkiem Ci się debilko w głowie poprzestawiało?! Ja na Twoim miejscu już bym się mu oświadczyła!". No tak, mogłam się spodziewać niezłego ochrzanu od Mariki. Ale kiedy tylko zaczęłam się śmiać cała złość na mnie jej przeszła, chociaż nadal uważała, że jestem głupia. No sory, ale ja go traktowałam jak normalnego kolesia, który spełnia swoje marzenia, bo jest mega utalentowany, a nie jak jakiegoś Boga, od którego dotyku od razu mdleję a na jego widok dostaję palpitacji. Źle trafił, nie moja wina. Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że jest jeszcze nawet wczesna pora, więc poszłyśmy szukać jakiegoś baru. Ten, który wybrałyśmy okazał się całkiem fajny i co najważniejsze niedaleko hotelu. Spotkałyśmy tam dużo Belibers, więc Marika była w swoim żywiole no i ze szczęścia przesadziła tak troszeczkę z alkoholem. Troszeczkę w jej wykonaniu oznaczało, że prawnie niosłam ją do hotelu. No i na nasze nieszczęście, w sumie to bardziej na nieszczęście Mariki, jej miłość życia, bóg seksu i bożyszcz nastolatek na całym świecie zobaczył ją w takim stanie, kiedy wsiadałyśmy do windy. Justin akurat wracał z kolacji, Marika krzyczała, że weźmie z nim ślub i będzie matką jego dzieci a próbując ją uspokoić prawie udusiłam się ze śmiechu. Dobrze, że on nic z tego nie zrozumiał, a ja nawet nie miałam zamiaru przypominać jej żeby włączyła tryb języka angielskiego. Justin patrzył się na mnie i się uśmiechał. Próbowałam rozgryźć czy on się z nas nabija, czy po prostu chce być miły, albo po prostu suszy zęby po kolacji. Kiedy w końcu trafiłyśmy do pokoju, poszłam do łazienki, umyłam zęby, związałam włosy i przebrałam się w dres. Znowu usłyszałam pisk Mariki, jeju, że ona miała jeszcze siłę krzyczeć. Nawet nie musiałam pytać co się stało, ponieważ od razu podbiegła do mnie z telefonem i pokazała mi wpis, który Justin umieścił na Twitterze zaraz pod naszym wspólnym zdjęciem : "Spotkałem ją.. Jeden raz to przypadek, ale dwa to już chyba przeznaczenie. Prawda?". No i ponownie zarumieniłam się z jego powodu! Marika zasnęła, a ja przypomniałam sobie, że po drodze widziałam basen z pięknym widokiem na miasto. Stwierdziłam, że skoro i tak ciężko mi będzie zasnąć to pójdę tam posiedzieć. Nie chciałam myśleć o Michale, jednak to było silniejsze ode mnie. Alkohol robił swoje, przez co chciałam nawet do niego zadzwonić, bo przecież mógł już wyjść z aresztu. Jednak za nim zdążyłam wziąć telefon do ręki usłyszałam za sobą ciche kroki. Kiedy odwróciłam głowę, ujrzałam osobę, której akurat się nie spodziewałam....
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
8
Przez kolejny tydzień praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Jedynymi osobami, z którymi rozmawiałam była Marika i moja matka. Dużo myślałam o wszystkim, czułam się jak zniszczony śmieć. Nienawidziłam człowieka, jednocześnie nadal go kochając. Ale trudno, trzeba żyć dalej, bez względu na to co miało miejsce. Przez to wszystko Marika prawie wgl nie mówiła o koncercie, miałam wyrzuty sumienia, że zabieram jej tą radość, dlatego postanowiłam, ze koniec z użalaniem się nad sobą i trzeba rozpocząć wielkie przygotowania. Czułam się bezpiecznie, ponieważ Michał siedział w areszcie, mężczyzna, którego zaatakował przeżył, jednak i tak mogliby postawić mu zarzut usiłowania zabójstwa. Jedno było pewne, do rozprawy na pewno posiedzi. Nie wiem jakim cudem, ale mojemu ojcu udało się znaleźć Marcina, spotkałam go na przesłuchaniu. Boże, dlaczego ja wcześniej nie zauważyłam tych jego pięknych niebieskich oczu? Wyglądał jak facet z okładki playboya. Czar prysł kiedy zorientowałam się jak wyglądam ja: leginsy, jakaś bluza i trampki, do tego brak makijażu i związane włosy w nieogarniętego koka. Ale jednak lepsze to niż kiedy zobaczył mnie za pierwszym razem, rozmazaną i całą roztrzęsioną. Nie sądziłam, że zwróci na mnie uwagę, dopóki nie podszedł i nie zapytał się jak się czuję. Głupia ja, to przecież jasne, że zrobił to z grzeczności, w końcu poniekąd uratował mi życie. Chwilę rozmawialiśmy a następnie rozpoczęło się moje przesłuchanie. Strasznie mnie wymęczyli, musiałam im opowiedzieć o każdym szczególe mojego związku z Michałem. Musieli sprawdzić, czy już wcześniej nie miał zaburzeń psychicznych. Traktowali go jak jakiegoś debila, który ma problemy z psychiką i jedyne czego pragnie to dźgnąć kogoś nożem. Nie mogłam tego znieść. Ja go znałam! Oni nic o nim nie wiedzieli! Nie potrafili wyobrazić sobie tego jak bardzo niszczyliśmy się nawzajem tkwiąc w bezsensownym związku. Tak wiem, bronię go, ale wiem też, że gdyby nie te pierdolone narkotyki, nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Może to i wygląda jak moja bezsilna próba wytłumaczenia jego za wszelką cenę, jakbym chciała zaspokoić swoje sumienie i oszukiwała się, ale naprawdę nie wierzyłam, że Michał mógłby to zrobić z premedytacją. Mój ojciec musiał wyjść załatwiać jakieś tam swoje sprawy, więc do domu miałam wracać sama, ale kiedy skończyłam przesłuchanie na schodach przed posterunkiem zobaczyłam Marcina. Podeszłam do niego i rzuciłam lekki uśmiech"Nadal tutaj jesteś? Przecież Twoje przesłuchanie skończyło się godzinę temu." No właśnie długo kazałaś na siebie czekać! Bo ja.. Pójdziesz ze mną na kawę?" Był słodki, jednak z jednej strony chciałam z nim pójść, ale z drugiej nie chciałam pakować się w jakieś nowe znajomości. Potrzebowałam przyjaciół, których znam. "Jestem zmęczona i jedyne o czym marzę to sen. Ale jeszcze raz dziękuję Ci za pomoc, gdyby nie Ty nie wiem jakby się to skończyło." Byłam mu naprawdę wdzięczna, a on udawał skromnego. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, kiedy odprowadzał mnie do auta. Rzucił ten w moim kierunku cudowny uśmiech a ja odjechałam. Po powrocie do domu, bez słowa poszłam na górę, wpadłam pod koc i zasnęłam. Przebudziłam się wczesnym wieczorem i wiedząc, że prędko nie zasnę postanowiłam wyciągnąć Marikę na piwo. Wzięłam do ręki telefon a na ekranie widniał SMS "Nie chcę się narzucać, ale moim marzeniem byłoby pójść z Tobą na tą kawę. Miłego wieczoru piękna :*". Wiedziałam, że to Marcin tylko skąd on miał mój numer?! Zadzwoniłam do przyjaciółki i godzinę później siedziałyśmy w barze i planowałyśmy wyjazd do Łodzi. Chciałyśmy trochę zaszaleć i pokazać im jak się bawi Wrocław, więc postanowiłyśmy, że po koncercie zostaniemy tam jeszcze dwa dni. Może to pozwoli mi się trochę rozluźnić i chociaż na chwilę zapomnieć, bo mimo tego, że byłam z Mariką, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się to gdzieś tam w mojej głowie był Michał. Mimo wszystko martwiłam się o niego i o to jak tam sobie radzi. Tak wiem, byłam za dobra, ale zawsze szybko wybaczałam ludziom, bo wierzyłam, że każdy zasługuje na drugą szansę. W końcu ja też mogę jej kiedyś potrzebować. Spotkałyśmy znajomych z naszej ekipy, okazało się, że nawet w dużym miecie plotki szybko się niosą. Każdy chciał wiedzieć, co się naprawdę stało, w ciągu 10 minut usłyszałam z 3 wersje tego fatalnego wieczoru. Opowiedziałam im mniej więcej o co chodziło i co się dzieje z Michałem, ale nie chciałam dłużej drążyć tematu, a moi znajomi na szczęście to zauważyli i przestali się dopytywać. Życie toczy się dalej, z nim czy bez niego poradzę sobie, doskonale o tym wiedziałam.
_________________________________________________________________________________
"Kurwa mać! Nie wierzę, że za kilkanaście godzin spełni się największe marzenie mojego życia! Tak bardzo chciałam poczuć zapach jego perfum, w końcu go dotknę!" No tak stało się, jedziemy na koncert Justina Bieber'a. Godzina 6:00 rano, a ja stoję na dworcu, paląc szluga i patrzę na Marikę. Nie wierzę, że o tej godzinie, gdzie moje powieki ledwo co podnoszą się ku górze ona ma w sobie tyle energii! Po raz setny w ciągu tych dwóch tygodni słyszałam gadania o zapachu jego perfum i jak to się nie spełni największe marzenie jej życia. Podróż minęła spokojnie, Marika przypominała sobie teksty piosenek, zachowywała się jak opętana, a ja próbowałam zasnąć, ale nie bardzo mi to wychodziło. 4 godzinki i byłyśmy w Łodzi. Jeden wielki tłok i zamieszanie! Naprawdę cieszyłam się w duchu, że mamy jakieś tam te bilety VIP i nie musimy się pchać z tym tłumem. Nienawidziłam takich zbiorowisk. Zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do hotelu, który załatwił nam mój ojciec. Pod nim znajdowało się mnóstwo ludzi, krzyczących, śpiewających i w ogóle. Nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi, po czym, kiedy się meldowałyśmy okazało się, że w tym samym hotelu, piętro wyżej ma mieszkać Justin. Tak, ten Justin Bieber. Wow, tatuś się szarpnął. Myślałam, że Marika odpłynie z radości, jednak moją jedyną myślą było "ja pierdolę, no to odpoczęłam". Pokój był naprawdę śliczny, jednak Ci ludzie pod hotelem uniemożliwiali mi chociażby otworzenie okna. Miałyśmy sporo czasu, więc zamówiłyśmy sobie jedzenie, włączyłyśmy muzykę i jak małe dzieci tańczyłyśmy i śpiewałyśmy. Obiecałyśmy sobie, że mimo tego, że nie jest to jakaś Hiszpania, tylko Łódź, będzie to najlepszy wyjazd ever i będziemy miały co wspominać. Zjadłyśmy i zaczęłyśmy się ogarniać. Szybki prysznic i kiedy kończyłam układać włosy usłyszałam straszny krzyk, wyszłam na balkon. No tak, gwiazda przyjechała. Fanki szalały, niektóre z nich nawet mdlały. Justin wyszedł z samochodu i zakładając kaptur szybko wbiegł do środka hotelu. Marika chciała wybiec mu naprzeciw, ale na szczęście ją powstrzymałam, tłumacząc, że mogą nas wyrzucić z hotelu za nękanie a ja nie mam zamiaru spać na tym obskurnym dworcu. No to zaczynamy. Wchodząc na Atlas Arenę było jeszcze gorzej niż pod hotelem. W życiu nie widziałam takiego zbiorowiska, płacz, krzyk, matki z dziećmi, zdenerwowani tatusiowie modlący się żeby było już po wszystkim i do tego zblazowani dziennikarze czekający na jego potknięcie. Zastanawiałam się czy dla tych nastolatek ważne jest to czy Justin będzie śpiewał, czy mógłby po prostu stać przez 2 godziny na scenie, w samych majtkach a one przez cały ten czas skakałyby z radości? Dobra opcja, bo w sumie ciało to on miał niczego sobie. Starałam się je zrozumieć, ale nie umiałam. Ok, mogę zrozumieć kilka Belibers cieszących się z widoku swojego idola, szczególnie, że jedna szła obok mnie z szeroko otwartymi oczami, jakby nie chciała przegapić żadnego szczegółu tego koncertu. Zaraz, czy ona w ogóle mrugała? Zajęłyśmy miejsca, a ja przysięgłam sobie, że za wszelką cenę będę się dobrze bawić. No i zaczęło się. Jeden wielki pisk fanów i pojawił się, wlatując na skrzydłach niczym anioł z nieba.
_________________________________________________________________________________
"Kurwa mać! Nie wierzę, że za kilkanaście godzin spełni się największe marzenie mojego życia! Tak bardzo chciałam poczuć zapach jego perfum, w końcu go dotknę!" No tak stało się, jedziemy na koncert Justina Bieber'a. Godzina 6:00 rano, a ja stoję na dworcu, paląc szluga i patrzę na Marikę. Nie wierzę, że o tej godzinie, gdzie moje powieki ledwo co podnoszą się ku górze ona ma w sobie tyle energii! Po raz setny w ciągu tych dwóch tygodni słyszałam gadania o zapachu jego perfum i jak to się nie spełni największe marzenie jej życia. Podróż minęła spokojnie, Marika przypominała sobie teksty piosenek, zachowywała się jak opętana, a ja próbowałam zasnąć, ale nie bardzo mi to wychodziło. 4 godzinki i byłyśmy w Łodzi. Jeden wielki tłok i zamieszanie! Naprawdę cieszyłam się w duchu, że mamy jakieś tam te bilety VIP i nie musimy się pchać z tym tłumem. Nienawidziłam takich zbiorowisk. Zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do hotelu, który załatwił nam mój ojciec. Pod nim znajdowało się mnóstwo ludzi, krzyczących, śpiewających i w ogóle. Nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi, po czym, kiedy się meldowałyśmy okazało się, że w tym samym hotelu, piętro wyżej ma mieszkać Justin. Tak, ten Justin Bieber. Wow, tatuś się szarpnął. Myślałam, że Marika odpłynie z radości, jednak moją jedyną myślą było "ja pierdolę, no to odpoczęłam". Pokój był naprawdę śliczny, jednak Ci ludzie pod hotelem uniemożliwiali mi chociażby otworzenie okna. Miałyśmy sporo czasu, więc zamówiłyśmy sobie jedzenie, włączyłyśmy muzykę i jak małe dzieci tańczyłyśmy i śpiewałyśmy. Obiecałyśmy sobie, że mimo tego, że nie jest to jakaś Hiszpania, tylko Łódź, będzie to najlepszy wyjazd ever i będziemy miały co wspominać. Zjadłyśmy i zaczęłyśmy się ogarniać. Szybki prysznic i kiedy kończyłam układać włosy usłyszałam straszny krzyk, wyszłam na balkon. No tak, gwiazda przyjechała. Fanki szalały, niektóre z nich nawet mdlały. Justin wyszedł z samochodu i zakładając kaptur szybko wbiegł do środka hotelu. Marika chciała wybiec mu naprzeciw, ale na szczęście ją powstrzymałam, tłumacząc, że mogą nas wyrzucić z hotelu za nękanie a ja nie mam zamiaru spać na tym obskurnym dworcu. No to zaczynamy. Wchodząc na Atlas Arenę było jeszcze gorzej niż pod hotelem. W życiu nie widziałam takiego zbiorowiska, płacz, krzyk, matki z dziećmi, zdenerwowani tatusiowie modlący się żeby było już po wszystkim i do tego zblazowani dziennikarze czekający na jego potknięcie. Zastanawiałam się czy dla tych nastolatek ważne jest to czy Justin będzie śpiewał, czy mógłby po prostu stać przez 2 godziny na scenie, w samych majtkach a one przez cały ten czas skakałyby z radości? Dobra opcja, bo w sumie ciało to on miał niczego sobie. Starałam się je zrozumieć, ale nie umiałam. Ok, mogę zrozumieć kilka Belibers cieszących się z widoku swojego idola, szczególnie, że jedna szła obok mnie z szeroko otwartymi oczami, jakby nie chciała przegapić żadnego szczegółu tego koncertu. Zaraz, czy ona w ogóle mrugała? Zajęłyśmy miejsca, a ja przysięgłam sobie, że za wszelką cenę będę się dobrze bawić. No i zaczęło się. Jeden wielki pisk fanów i pojawił się, wlatując na skrzydłach niczym anioł z nieba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















