Usłyszałam głośne kroki na korytarzu hotelu, tak jakby ktoś bardzo się spieszył. Zerwałam się i szarpnęłam za klamkę, miałam nadzieję, że to był on i nie pomyliłam się. Stałam na środku cała zapłakana a Justin biegł w moją stronę.


Zdyszany chwycił mnie za uda, podniósł i przycisnął moje ciało do ściany, jednocześnie napierając na mnie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyły nam głębokie spojrzenia. Wiedziałam, że w tych czekoladowych tęczówkach jest wszystko to czego pragnęłam i czego tak długo szukałam. Justin delikatnie wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, położył na łóżko i nasze do tej pory delikatne i nieśmiałe pocałunki zamieniły się w bardziej namiętne.
Wiedziałam, że tego chcę i czułam, że on także. Jego dłonie wodziły po moich plecach, dochodząc do rozpięcia stanika. Poddałam się temu bez opamiętania. Czułam przyśpieszony oddech Justina, kiedy delikatnie przygryzał moje ucho. Zdarłam z niego koszulkę, a moim oczom ukazała się wyrobiona klata, jego ciało było rozpalone, a żyła na szyi pulsowała. Moje powieki odpadły i całkowicie oddałam się ruchom Justina, tym jak delikatnie wkładał swoją dłoń pod moje koronkowe majtki. To była jedna z chwil, które miały trwać wiecznie. Był bardzo ostrożny, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę, to było strasznie słodkie. Twierdziłam, że seks z Michałem był najlepszy w moim życiu, dopóki nie zaznałam tego. Nie wiedziałam, że może być on tak cholernie słodki, delikatny i piękny. Cała drżałam, nie musiałam na niego patrzeć, wystarczyło, że czułam jego obecność i dotyk, a samo to mnie podniecało. Otworzyłam oczy i ujrzałam jak białe zęby Justina wyłaniają się w uśmiechu. Musnął moje usta w pocałunku i położył się obok mnie, jednak nasze dłonie nadal pozostawały w mocnym uścisku. "Dziękuję." wyszeptał do mojego ucha, po czym ja wtuliłam się w jego ciepłe ramiona. Rozmawialiśmy o tym co będzie dalej, z moich oczu leciały łzy, które Justin starał się jak najszybciej ocierać. Ustaliliśmy, że na razie on wyjeżdża, ja wracam do domu, a to co będzie dalej niech pozostanie dla nas niespodzianką. Do tej pory żyliśmy chwilą, więc dlaczego teraz nie miałoby się udać? Cierpiałam, widziałam po nim, że on także nie pozostawał obojętny na to co się stało. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam wtulona w jego klatkę piersiową, słuchając jak już spokojniej oddycha. Po przebudzeniu Justina nie było obok mnie, leżała tylko kartka "Musiałem już lecieć. Przepraszam, że Cię nie obudziłem, ale kiedy śpisz jesteś jeszcze piękniejsza. Nie żegnam się, bo niedługo znowu się zobaczymy. Odezwę się jak dolecę. Twój Justin." Uśmiechnęłam się przy słowach "kiedy śpisz jesteś jeszcze piękniejsza", na pewno tak jest, bo wtedy nie gadam. Do pokoju weszła ucieszona Marika, byłam pewna, że równie dobrze udała jej się dzisiejsza noc. Jedyne czego jej zazdrościłam to, to, że Kamil także mieszka we Wrocławiu, tylko, że wraca tam za tydzień. Poszłam pod prysznic i zaczęłam się ogarniać. Po wyjściu z łazienki zauważyłam, że do pociągu mamy jeszcze dużo czasu, więc zrobiłam nam kawę, usiadłyśmy wygodnie na łóżku i zaczęłyśmy opowiadać sobie co działo się w nocy. Kamil okazał się romantykiem i zabrał Marikę romantyczną kolację, a nie tak jak myślałyśmy na imprezę. Cieszyłam się jej szczęściem, bo w końcu udało jej się znaleźć fajnego kolesia, chociaż jak na nią to wszystko potoczyło się bardzo szybko. Przeważnie potrzebowała jakiś 2 miesięcy, żeby zaufać kolesiowi albo chociaż go pocałować. Starałam się przy niej nie płakać, nie chciałam psuć jej szczęścia, ale i tak zauważyła, że coś jest nie tak. Ale jak to Marika zamiast mówić "będzie dobrze" po prostu przytuliła mnie mocno do siebie i pozwoliła pomilczeć. Zawsze przy niej nie czułam tej presji powiedzenia co mi jest, wiedziałam, że mogę z nią porozmawiać o tym w każdej chwil i niczego nie będzie ode mnie wymagać. Zamówiłyśmy taksówkę, wymeldowałyśmy się z hotelu, rzuciłyśmy jeszcze jedno spojrzenie na Łódź i pojechałyśmy na dworzec. To wszystko robiłam jak w amoku, nie chciałam wracać do rzeczywistości. Wiem, że to był najlepszy wyjazd, który zmienił moje życie. Kiedy już zajęłam wygodne miejsce w pociągu, założyłam słuchawki (WŁĄCZ), wlepiłam się w szybę, ale zamiast widoków za oknem przed oczami miałam wszystkie chwile spędzone w Łodzi. To było jak taki mój własny film, koncert, M&G, uśmiech Justina, szalejące fanki, siedzenie przy basenie, pocałunki, kolacje, oglądanie filmów, granie w bilarda, robienie głupich zdjęć, bawienie się w ganianego po całym hotelu.
Znowu chciało mi się płakać, ale byłam silna, bo przecież to nie był koniec, to dopiero początek. To nie może się spieprzyć, w końcu zasługuję na szczęście. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, "Michał". Kurwa, no to witamy ponownie...








