Kiedy mnie zobaczył z jego ust wydobyło się ciche "wow." Zarumieniłam się, a on objął mnie w pasie i delikatnie przyciągnął do siebie jednocześnie całując mnie w policzek. Staliśmy tam chwilę, a następnie Justin złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić schodami w stronę dachu hotelu. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi zaparło mi dech w piersi. Było pięknie, zachód słońca, świece, stolik z kolacją i romantyczna muzyka. Dopiero wtedy zobaczyłam jak Justin cudownie wygląda.
Z wrażenia nie mogłam wydobyć z siebie słowa, więc mój towarzysz przejął inicjatywę. Poczułam jego duże dłonie na swoich biodrach i to jak porusza się w rytm muzyki.
Sen, bajka? Nie wiem jak to nazwać, ale na pewno nie miałam zamiaru się budzić. Liczyła się dla mnie tylko ta chwila i Justin. "Jesteś cudowna, już nigdy nie chcę wypuszczać Cię ze swoich ramion." szepnął mi do ucha. "Przecież oboje doskonale wiemy, że to koniec." odpowiedziałam, a po policzku zaczęła mi spływać łza, którą szybko otarł. "Nie pozwolę Ci odejść, to jest dopiero początek.", chciałam mu odpowiedzieć, jednak zatkał mi usta. "Ciii, nie paplaj już tylko daj mi się w końcu pocałować.", powiedział, po czym poczułam dotyk jego malinowych ust na swoich, delikatnie muśniętych błyszczykiem o smaku czekoladowym. Prawie jak Jego oczy.
To był nasz pierwszy pocałunek i miałam nadzieję, że nie ostatni. Kurwa, co się ze mną dzieje? Nigdy nie byłam tak cholerną romantyczką. Ale ruszało mnie to, że człowiek udający twardziela, mogący mieć każdą dziewczynę, w ciągu kilku dni opowiedział mi prawie całe swoje życie i do tego był dla mnie delikatniejszy niż ktokolwiek inny. Miał w sobie coś co mnie rozczulało i do tego strasznie go pragnęłam. Ale nie, nie mogłam wyjść na napalona wariatkę. Kolejny raz nie mogliśmy oderwać się od rozmowy tak bardzo, że nawet nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się jasno. Mieliśmy szczęście, że noc była wyjątkowo ciepła. Wtuleni w siebie popatrzyliśmy ostatni raz na miasto i weszliśmy do hotelu.
Justin odprowadził mnie pod drzwi pokoju, Marika spała u Kamila, więc zdawałam sobie sprawę z tego, że rozkleję się zaraz po tym jak on odejdzie. Przytulił mnie, wtuliłam się w jego umięśniony tors. Byłam pewna, że to są właśnie te ramiona, w których czuję się najbezpieczniej i w których chcę zasypiać każdego wieczoru i budzić się każdego ranka, aż do końca życia. Tłumiłam w sobie łzy, nie chciałam tego kończyć, ale Justin oderwał mnie od siebie i ponownie tej nocy delikatnie mnie pocałował. "Chcę żebyś wiedziała, że jeszcze się spotkamy. Będę o Ciebie walczył, za wszelką cenę. Do zobaczenia niedługo, kochanie." Musnął ustami moje czoło i jeszcze przez chwilę patrzyłam jak odchodzi, dość niepewnym krokiem. Odwrócił się i pomachał mi dłonią. Weszłam do pokoju, zsunęłam się po drzwiach i tak jak się spodziewałam kompletnie się rozkleiłam. Możliwe, że po zaledwie kilku dniach mogłam się w nim zakochać? Nie! Ja się tak szybko nie zakochuję. Kurwa.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz